Przed pójściem do wojska w sierpniu 1982 roku, pojechałem z narzeczoną na wieś do moich dziadków. Koniec lipca. Moja przyszła żona to typowa mieszczka.

Pierwszy raz wtedy zetknęła się z rustykalnym peerlowskim klimatem. I była zachwycona. Moje ciotki bliższe i dalsze cmokały na jej widok. Pokazałem jej, jak się chodzi na ryby do rzeki. Jak się zbiera grzyby, jagody, dojrzewające właśnie dziady. I że w wychodku nie ma wody. Przy zmierzchaniu kąpaliśmy się w rzece, pośród szuwarów, gwaru zamierających cykad. Pokazałem jej, jak pachnie zapach siana przed snem. Jak smakują ziemniaki z ogniska pieczone na błoniu. Brodziliśmy po kolana w rzece trzymając się za ręce o zachodzie słońca. Biegaliśmy po rżysku.

PRL.

KatoN


Reklamy