W szkole średniej założyłem kabaret. Dzień Kobiet. Rok 1981. Występ. Przemawiam charakteryzując kobiety. „Rozwódka”. Roz wódka. Na mój apel wchodzi kolega udrapowany na kelnera, ręcznik przewieszony przez rękę i wręcza mi setkę. Na próbie generalnej była zwykła woda, ale koledzy postanowili zrobić psikusa. Pierdolnąłem hausta i szok. To był spirytus. Wychowawczyni powiedziała mi po występie, że nikt tak doskonale nie udawał spożycia…

KatoN

 

Reklamy