Bez wątpienia Bretania ratuje honor Francji. Kilkanaście miesięcy spędzonych w Île-de-France, a ściślej, w paryskiej metropolii, to porażka. Bród, smród i ubóstwo. Paryż, dzisiejszy Paryż, to anus mundi, kloaka. Jakiś tygiel bez dna. Przechadzałem się  Złotym Trójkątem od Pól Elizejskich przez Avenue Montaigne i George V i nie znalazłem Francji. Jadąc z St. Denis do centrum po lewej stronie głównej arterii widziałem nie dziesiątki, ale setki, cygańskich tekturowych szałasów. Kostka brukowa na Avenue des Champs-Élysées wygląda gorzej niż na ulicach Warszawy. Bułgarskie i polskie kurwy. To prawda, Luwr, Vendome, lśnią. Ale reszta? Szkoda gadać.

Dlatego dziękuję Bogu, losowi, przypadkowi, że skierowali mnie do Bretanii.

KatoN

Reklamy