Wykrakałem. Nie znoszę poniedziałków. Wczoraj kierowca z Holandii przywiózł nam nowego liftcara i dwa pojemniki z dieslem, 2 i pół tysiąca litrów. Zaopatrzenie. Otwieramy z kolegą wrota kontenera, żeby wyładować ładunek forkliftem, podkładamy czerwone płozy, żeby bezpiecznie wyjechać zwyżką. I tak stanąłem nieszczęśliwie, że coś pierdolnęło mi w krzyżu, przy układaniu. Jakoś przechodziłem wczorajszy dzień, ale dzisiaj rano makabra, nie potrafiłem wstać. Więc leżę. Na dodatek leje jak z cebra. Ale ogarnąłem się jakoś i mówię sobie, Darek, trzeba iść do apteki. Pokuśtykałem. A pharmacie zamknięta. Opuszczone żaluzje. Więc wróciłem i sam już nie wiem, co mam zrobić z tymi jebanymi plecami.

KatoN

Reklamy