Babcia z rana mówiła do mnie, Daruś, idź do ogrodu, natrząś jabłek. Przynosiłem owoce. Babcia kroiła je w ósemki a później na stolnicy wystawiała je na słońce. Koło południa robiła z nich kompot. Rozgotowany miąższ. Zapach dzieciństwa. W niedzielę na obiad był królik. Ciemny sos, tłuczone ziemniaki. Poezja smaku.

W moim wieku nie ma się już kaca fizjologicznego. Organizm tak przyzwyczaił się do alkoholu, że nie rzyga. Ale jest kac moralny. I trzęsawka po odstawieniu. Najgorzej jest koło południa w poniedziałek. Palce trzepocą, shake totalny. I don’t like Mondays.

KatoN

 

Reklamy