Powiadam Wam. Jechać przez Pont de Normandie rozpięty nad ujściem Sekwany po północku i oglądać panoramę rafinerii w Hawrze, to industrialna crème de la crème. Miałem to szczęście ujrzeć bez słońca, noc za nocą, dwukrotnie, wczoraj i dzisiaj, zjawiskową piękność. I ten zapach, cudowna woń fabrycznego smrodu przywołująca wspomnienia dawnego Śląska. Tablica Mendelejewa w powietrzu, a nie jakieś wegeteriańskie pierdololo. Jedynie zpach świętokrzyskiego gnoju może konkurować z aromatem przemysłu przemieszanym z wyziewami bagien rozlewisk lejka królowej francuskich rzek. Poezja pierdzenia i epika cywilizacyjnych plwocin ubrana, udrapowana, w baśniową furię blasków i mroku.

Swoją drogą. Mój osobisty rekord. 2200 km w niespełna dwie doby za kierownicą. Cztery kraje. Z małą przerwą na wyśmienitego iskender kebapa w Duisburgu.

KatoN
Reklamy