Znajomy z internetów napisał: Są różne poezje, poezje smaku, wonne poezje, Nieboskie poezje, można ich wymieniać masę. Ty jesteś Poetą nastroju.

To ujmujące. Trzeba się wykazać. Mam nadzieję, że Grzegorz będzie usatysfakcjonowany.

Ty. Poznałem Francuzkę. Pracuje w recepcji, tak za mną okiem ciągnie od pierwszego wejrzenie, że aż, ująłem ją swoją inteligencją, manierą, urokiem osobistym jednym zdaniem. Ładna. Koło 80 kilo, cycki, no wiecie, wszystko, i tyłek, no w sam raz. Umówiła się ze mną na randkę jutro po południu, znaczy wieczorem. Sama mówi do mnie, mesje Darek, ja pana oprowadzę po mieście. Trochę się boję jutrzejszego dnia… Na razie jesteśmy na ty. I nie chciałbym chyba tego zmieniać.

No nic. Na chwilkę jestem na internetach. Czekam na Francuzkę. Ma przyjechać po mnie. Trochę jestem zdenerwowany, pobudzony. No wiecie – randka, nierandka, ale spotkanie z kobietą, obcą kobietą, to jednak wyzwanie, zważywszy, że jest ode mnie 20 centymetrów wyższa. Byłbym zapomniał – ma na imię Miriam.

Ty. Przyjechała. Teraz poszła do toalety, więc mam kilka minut czasu. Nie pisałem Wam, ale rozmawiam z nią po angielsku. gdybym zdecydował się na francuski język zawsze byłbym poniżej jej głowy. Zresztą cały czas jestem poniżej jej głowy z uwagi na wzrost. Ale nie o tym. Jej angielski nie jest perfekcyjny, podobnie jak mój więc poziom się wyrównuje. Ma koński ogon, znaczy włosy w takim uczesaniu przełożone jakąś broszką. Bławatna sukienka przed kolano. Myślę, że nie ma majtek. Ale to wcale nie jest takie pewne.

Wsiadamy do jej automobila. Pyta, czy lubię lody. Lekko się wzdrygnąłem, ale po chwili odpowiadam, i owszem. Prowadzi furmankę wypasioną sprawnie, widać, że sprawia jej przyjemność ostra jazda. A powiedz mi, ciągnie, co u ciebie w Polsce? Czy to duży kraj? Ile ma mieszkańców? Bo ona to tylko zna z Polaków Wałęsę i Dostojewskiego. Myślę sobie, oj ty, już cię mam… Po chwili oznajmia, że wiezie mnie do najlepszej lodziarni w Rennes.

Zamawia lody. Powiedziała, że jestem jej gościem i muszę poddać się jej rygorowi. Ona płaci. Znaczy się. Lubię ją coraz bardziej. Lokal naprawdę super. Klimatyczny. Łyżki lśnią, kieliszki strzelają pobłyskami, podłoga wypucowana, pachnie wszystko światowo, jak na polskim wiejskim weselu. Wybrałem najdroższy pucharek. Z chorągiewkami.

Oj. Siedzimy przy stoliku na gwarnej ulicy, zachmurzone niebo, ale ciepło. Karafka wina przed nami, kieliszki lśnią zaklętym słońcem. Mówi, że nie może pić, bo prowadzi. Ale mi pozwala. Jej oczy wpatrzone we mnie zdają się rozkazywać – upij się, będziesz mój tej nocy… Muszę się pilnować. Wiecie, jakie są kobiety, wykorzystają i porzucą.

KatoN

Reklamy