Jest chyba rok 1909. Mam wrażenie. że siedzę w kinie z oczyma wlepionymi w ekran, a długie ramię światła, obracając się, przeszywa ciemność. Film jest niemy, przypomina stare produkcje wytwórni Biograph, w których aktorzy noszą śmieszne staromodne kostiumy, a kolejne ujęcia następują po sobie niespodziewanie i skokowo. Aktorzy też jak gdyby skaczą z miejsca na miejsce i poruszają się o wiele za szybko. Na obrazie roi się od kropek i kresek, zupełnie jakby film kręcono podczas deszczu, przy kiepskim świetle.

Reklamy