Rośnie dąb przed wejściem do mojego hotelu. Na czymś podobnym do lekkiego wzniesienia, pagórku, który delikatnie swoją nierównością wspina się na uwieńczeniu miejsc parkingowych. Mam dosłownie kilkadziesiąt metrów do Beauregard Parc, ale bywa czasami, że nie mam już sił i ochoty obcować z zielenią tak daleko. Zatem dąb. Siadam pod nim ze szklanicą wina. Na kąpielowym ręczniku od momentu, kiedy zorientowałem się, że lubią mnie czerwone mrówki, te wszędobylskie stworzenia uprzykrzające półleżenie. Ma imponującą koronę, dostojną, kształtną, dystyngowaną. I milczy rzucając cieniem na moje spracowane członki. Na gałęziach swarzą się sroki. Kłócą się radośnie. Przekomarzają.

Patrzę na zachodzące słońce. W Polsce już jest ciemno.

KatoN

Reklamy