Na maryjnej szacie – bez skazy pierworodnej rozpiętej – wisi kropla cykuty: przymglone słońce. Kapie żarem chłodzonym porywistym wiatrem rodzącym się pośród zielonych kalafiorów koron drzew. Siedzisz na krawędzi chodnika, paląc papierosa. Skrzyżowanie Avenue Blanche de Castille i Rue de Villiers. Za tobą brama do willi Savoye. Jeszcze tydzień temu, w zeszły piątek, w ogrodzie naprzeciwko, czereśnia uginała się pod ciężarem dorodnych owoców. Dzisiaj, ogołocona, przywołuje wspomnienie. W dole, po lewej stronie, kolegiata, tuż za nią, niewidoczna Sekwana wrzynająca się ostrym łukiem w Poissy. Blanka miała czternaścioro dzieci. Jednym z nich był Ludwik, ochrzczony tutaj, przyszły król Francji, święty Kościoła katolickiego, organizator dwóch wypraw krzyżowych. Pociągasz łyk wina z butelki i zapalasz kolejnego papierosa. Wiatr szarpie łagodnie włosy. Ożenił się z Małgorzatą Prowansalską. Miał z nią jedenaścioro dzieci. Podobno na pierścieniu ślubnym kazał wygrawerować napis Oprócz tej miłości nie znam żadnej innej.

Wstajesz, depcząc resztki papierosa. Pora ochłodzić się w parku. Biel willi – zanadto, jak mniemasz, oszybionej – na polanie. Każda awangarda z czasem staje się klasyką. Ostatni łyk wina i butelka ląduje w koszu.

Schodzisz aleją w dół. Parterowa zabudowa, małe ogródki, ścieśnienie francuskie. Wybujałe krzewy kwitnących róż i egzotycznych roślin kapią soczystą zielenią. Przy murze więziennym skręcasz w lewo, przy kolegiacie w prawo. Wybrukowane uliczki. Wchodzisz do rzeźnika. Mięso i przygotowane półprodukty, których nazw nie znasz po polsku i jakich w życiu nie widziałeś. Odwiedzasz sklep z warzywami, owocami i jarzynami. Cały świat pachnie świeżością. To nie jest Leader Price czy Lidl, które nachodzisz co dnia. Wybierasz dorodności płacąc słono. Markizy po lewej stronie przywołują restauracyjnie. Siadasz przy stoliku zamawiając kieliszek wina. Onieśmiela i zdumiewa za każdym razem ta wyszukana gościnność obsługi.

Jesteś sam.

Przyglądasz się kolorowej ulicy. I przywołujesz w pamięci. Niestety, ale tak jak została zneutralizowana cywilizacja chrześcijańska, tak zostanie zneutralizowana cywilizacja islamska. Zachodni potwór Huxleyowskiego konsumpcjonizmu pożre wszystko. My w Polsce śmiejemy się z kwiatków rysowanych kredą na bruku, a tymczasem dzieci i wnuki muzułmanów masowo przyjmują hedonistyczny styl życia, wysadzają się jedynie nieliczni frustraci. Gdzieś w Afryce rozpaczliwie broni islamskiego patriarchatu organizacja terrorystyczna o nazwie Boko Haram, czyli „Zachodnia edukacja jest zakazana”. Przegrywają. Oni się nas boją, bo to my robimy im najazd na ich kontynent, nie oni na nasz. Oni są już gumką wymazani. Oczywiście my też. Wielką gumką ludzkich pożądań doprowadzających całe narody do upadku, jakiego jeszcze nie widział świat, bo nigdy nie było tak bogatych środków technicznych służących do masowego narkotyzowania się obrazem, dźwiękiem i wszelkiego rodzaju innymi wrażeniami w oczekiwaniu na śmierć.

Płacisz. I wiatr masz przed sobą, a słońce na plecach.

KatoN

Advertisements