W PRL namiętnie czytałem Literaturę na świecie. Pani kioskarka – miała obfity biust za takim enerdowskim, obcisłym sweterkiem z jaskrawej włóczki – odkładała mi co miesiąc egzemplarz. To dzięki temu periodykowi poznałem przede wszystkim literaturę iberoamerykańską, którą cenię do dzisiaj. Fuentes, Paz, Marquez, Llosa, Cortazar. Paradoksalnie, a może nie, w pewnym stopniu, Wojciech Żukrowski, jego opowiadania, są podobne to prozy Ameryki Łacińskiej. Pamiętam, że kiedy usłyszałem w jakiejś rozgłośni wolna europa, iż tzw. opozycjoniści po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce przynosili przed jego mieszkanie książki, które napisał, w ramach bojkotu, pierwszy raz tak wyraźnie odczułem niechęć do tzw. solidarności.

To dzięki kryminałom Joe Alexa, czytanym namiętnie we wczesnej młodości, poznałem twórczość Williama Shakespeare’a. Zaszczepił we mnie szacunek do Dramaturga, jaki później przerodził się w rozmiłowanie do jego komedii, tragedii, kronik i sonetów. I tak oto zimę naszych rozgoryczeń, słonecznym latem uczynił syn Yorku, ten wstęp do Ryszarda III znam na pamięć, po polsku i w oryginale.

W drugiej klasie liceum miałem poprawkę z matematyki. Matematyczka była przewodniczącą POP PZPR w szkole, a ja przez wakacje olałem wkuwanie wzorów. Więc idę na egzamin, siadam przed jej biurkiem i wyciągam na ławkę Kapitał Marksa. Zdałem. Polityka…

Ja juz przeżyłem Aznara w Hiszpanii, który miał byc drugim Franco, przeżyłem Finiego we Włoszech, który miał być drugim Mussolinim, przeżyłem ZChN, które miało byc porządną antysemicką partią, przeżyłem LPR, która miała być opcją narodową… więc nie wciskajcie mi kitu z Trumpem czy le Pen.

Kobiety są jak demokracja. Na początku pokazują ci czego tylko zapragniesz, obiecują ci raje, a później – szara rzeczywistość. Szlafrok, makijaż położony w kącie i mentalne wałki we włosach oraz bóle głowy, których nie doświadczały jakoś, kiedy uganiały się za tobą.

KatoN

Reklamy