Rusofobia jest chorobą nieuleczalną, prowadzi nieuchronnie do rusożerstwa na miarę obłędu, bo rusożerca miota się w swej bezsilności bezzębnego, co rzuca się na żer jak pacjent psychiatryka na ścianę. Ten chory ludek i jego wodzireje tworzy więc atrapy potęgi i rozmaite instalacje pseudohistoryczne. Mamy więc wysyp seriali o polskim ruchu oporu, wyklętych i innych niezłomnych od tych leśnych do styropianu. Operetkowa AK i inne formacje urastają do rozmiaru głównych pogromców III Rzeszy. Ich żołnierze prezentują się jak hollywoodzkie figurki na gali Oscarów. Nieskazitelnie białe koszule, wyprasowane na blachę mundury, błyszcząca broń, wyfiokowane łączniczki w lokach. Ich odprawy i spiskowanie w scenerii mieszkań pełnych antyków zdobionych szablami i ryngrafami. Ich bojowcy w błyszczących oficerkach i śnieżnobiałych prochowcach wyskakują z malowniczych olszynek dziesiątkując obsranych enkawudzistów i jeszcze czasami Niemców. Ta kaczpospolita pręży się coraz bardziej w defiladowym rynsztunku. Te malowane żołnierzyki przywdziewają natowskie gadgety od kamer na hełmach po buciory w piaskowym kolorze. Te gęby pomalowane maskującym mazidłem, te abramsoleopardotygrysy, te szpice na uwięzi. No i kler, no i nauczelskie ciała piorące młode mózgi do czynu. Matura w partyzantce – to jest to. Można ten cyrkowy dramat dalej opisywać, tworzyć widowiska, gdzie Reagan na białym koniu będzie gromił uciekających sowietów, ale im więcej tej błazenady tym mniej do śmiechu, bo tego wariactwa nie da się już zwinąć. Ono jest już ekwipowane do szturmu na Smoleńsk. Co tam Smoleńsk – na Władywostok ! Jak na Kowno. A wszystko taka prawda jak obrona Jasnej Góry.

W chorej wyobraźni.

Advertisements