Opowiem Wam historię. Kiedyś porządnie urżnąłem się na barbórce. Naprawdę ostro, piliśmy ostro w gronie kolegów, a garściaste kelnerki co i rusz donosiły piwo i wódkę, film mi się urywał. Taryfa mnie podwiozła pod blok, taksiarz pomógł wysiąść z wołgi, idąc po schodach w przebłysku świadomości ciągle powtarzałem sobie, ja pierdolę, przecież żona mnie wyrzuci z domu, spakuje manatki… Potem film się urwał… Rano budzę się a na stole śniadanie, sok pomarańczowy, butelka buskowianki i karteczka – Kochanie, dzwoniłam do pracy, że dzisiaj nie przyjdziesz, kocham Cię, mój Ty zbójniczku.

Konsternacja.

Wołam córcię, a w głowie trzepot mew i zgrzyt gąsienic. Córuchna, co się stało? pytam pełen obaw i nadziei.

A ona, a bo wie tatuś, jak tatuś wczoraj przyszedł z pracy, to mamusia położyła tatusia na łóżku, ściągnęła tatusiowi buty i zaczęła rozpinać rozporek, żeby ściągnąć portki tatusiowe, a tatuś wtedy, odganiając się i broniąc, powiedział, gdzie, kurwo, z tymi rękami, ja jestem żonaty!..

KatoN

kacio59393

Reklamy