Trzecia rano. Jak co tydzień wstaję rześko i radośnie. Cieszą mnie te podróże z Paryża do miasteczka położonego w Holandii. Gnam w kierunku Lille, później mijam Gandawę, Antwerpię i w okolicach Bredy skręcam na Nijmegen. Moim miejscem docelowym jest Tiel. 500 kilometrów, pięć godzin jazdy w jedną stronę. Znam już drogę na pamięć, nie potrzebna mi nawigacja. Odpręża mnie ta podróż po tygodniu pracy. Największe wrażenie robi na mnie przejazd obwodnicą przez Antwerpię. Wracając, po prawej stronie widzę przepiękne miasto, nad którym górują strzeliste wieże kościołów. Niesamowite. Naliczyłem ich na chybcika, podczas jazdy, prawie trzydzieści. Piękne stare świątynie. Jeśli ktoś by mnie zapytał o to, czy jest jakaś pozytywna cecha w zachodnim rozplenionym ateizmie, to wskazałbym na jedno zjawisko – nie ma tutaj tych wszystkich nowoczesnych kościołów, które tak szpecą krajobraz Polski. Nie ma tutaj tych stodół, piramid, kurhanów, tego brutalizmu architektonicznego w sakralnych budowlach. Po prostu – nie buduje się tutaj kościołów.

Taka impresja mnie zawsze nachodzi jadąc przez Antwerpię.

KatoN

kacio59393

Advertisements