Dziesiąta dochodzi. Siedzę nad Sekwaną. Rue de Seine. Granica Acheres z Andresy. Ostatnia posiadłość. Villa des coś tam, nie pamiętam. Trzy piętra, w takim neogotyckim stylu. I kiedy patrzę na to obejście, zza muru, przychodzi mi na myśl, że tu musiało się coś wydarzyć. Dzisiaj, na drugim piętrze dostrzegłem otwarte okno, niesamowite, jaskrawe przepierzenie. To musi być jakiś gabinet. Myślę, że ginekologiczny. A na podjeździe stoi stary mercedes, taki z lat siedemdziesiątych, niebieski i kanciasty. Tu musiało się coś wydarzyć… Parter. Oszklony. Zimowy ogród. Zwieńczenie u góry, dwa strzeliste szpice. Kto tu mieszka? Jedenasta, czytam książkę, wtem, nagle rozbrzmiewa. Tak, oto dawna Francja, ta sprzed 1789 roku. Dzwony kościoła. Muzyka się niesie.

Kiedy już opróżniam butelkę porto, bo ono jest dobre na spacery z dwóch powodów – nie trzeba używać korkociągu i ma dwadzieścia procent, takie wzmocnione, podchodzę do furtki, nie głównej bramy. Przy rozległym platanie. w ogrodzie otaczającym willę, widzę, siedzącą na huśtawce Tereskę. Wypisz, wymaluj. I przypominam sobie, jak biłem się o nią z tym fagasem od gum Donalda. A napis nad furtką oznajmia attention la chien méchant.

KatoN

15440389_10209750181329023_8819016238646779086_o

kacio59393

Reklamy