papqMieszkam jakieś – na oko i kroki – dwa kilometry od Sekwany, pracuję zaś w zakładzie Peugeota w Poissy, położonym nad samą rzeką. Każdego ranka widzę wyłaniającą się teraz, jesienią, z porannej mgły, jej toń. Polubiłem ten ciek. Nigdy nie marzyłem, aby znaleźć się na jej brzegu, ot, przypadek. Wiem, wiem, ktoś roztropny zaraz powie, że nie ma przypadków, są tylko znaki. Ale ja nie o tym.

Wczoraj z rana ujrzałem płynącą po Seine  barkę, a może prom rzeczny, trudno mi to nazwać. Nie znam się. Jednostka szła pod duńską banderą, ale nazwy już nie pamiętam, zapomniałem, ta moja wrodzona skłonność do mylenia i zapominania nazw i nazwisk. Mniejsza. Chodzi o to, że statek był hotelowy. Dziób, chyba tak nazywa się w terminologii wodnej przód, to nic innego jak przeszklony, elegancki, dwupoziomowy przedział restauracyjny i zabawowy. Śródokręcie i rufa – dwa pietra, tak samo oszklonych przedziałów, identycznych. Około 60. pokoi hotelowych. Pomyślałem sobie, nigdy nie wsiadłbym do czegoś takiego. Mam jednak naturę bohaterów powieści Twaina. Drobnomieszczański luksus kompletnie mnie nie pociąga. To żadna przygoda płynąć takim obiektem. To jedynie mało wyrafinowany sposób na zabicie nudy.

KatoN

kacio59393

Reklamy