papqCzerwiec i lipiec minęły mi w kraju zabójców króla znośnie. Było bardzo przyjemnie, temperatury oscylowały w granicach 23 stopni pana Celsjusza, to co lubię, no ale teraz to jakaś makabra – niebo bez cienia chmurki, słońce rankiem jebie po oczach, kiedy jadę do pracy, niczym lampa na przesłuchaniu w Pawiaku, w południe pot leci ciurkiem po plecach, tyłku i tych tegotam. Dopiero wieczór przynosi chłód – butelka Moët & Chandon w kubełku z lodem uspokaja mnie i wyrównuje gorączkę. Rankiem, w okolicach siódmej minut trzydzieści, widzę wyłaniającą się panoramę centrum Paryża, przymglona żyrafa sprawia wrażenie jakby zrobiona była z zapałek, wygląda żenująco, więcej uroku w polskich wieżach obserwacyjnych, jakie pamiętam z dzieciństwa. Po południu, wracając z Le Blanc Mesnil do Acheres mam ją za plecami, czyli w dupie. I sam już nie wiem ile razy przekraczam mostami Sekwanę wijącą się na północ od Paryża, jak nie przymierzając, te wszystkie panny upadłe, kuszące swoimi wdziękami starych sybarytów, a nawet lubieżnych satyrów, z którymi, oczywiście, nie mam nic wspólnego..

KatoN

paris

kacio59393

Reklamy