Nie byłem jeszcze wtedy na Zachodzie i nie wyobrażałem sobie, że bez jakiegokolwiek leninizmu ludzkość mogła upaść jeszcze niżej. Sądziłem (tak jak pisał Evola), że czwarty stan – proletariusze – jest niższy niż stan trzeci (burżuazja). Uznawałem nieznany i odległy kapitalizm za zło, ale drugiej kategorii. Szczerze wierzyłem, że Lenin to jedna z twarzy Antychrysta, rusofob, zachodniak i wróg tradycjonalizmu.

Mój stosunek do Lenina zmieniła pierestrojka. Szczególnie po mojej pierwszej podróży do Europy. To co zobaczyłem, wywarło na mnie niezwykle odpychające wrażenie przez swoje głębokie zakorzenienie w totalitarnym podczłowieczeństwie. Ponadto, degeneracja na Zachodzie nie była, jak w Związku Radzieckim bierna i absurdalna, lecz triumfująca: narcystyczna, optymistyczna, krańcowa i agresywna.

W Europie, spotkałem się ze zwolennikami Evoli, „wybitnymi tradycjonalistami”. Niektórzy byli zaniedbanymi schizofrenikami, pozostali – posłusznymi, poprawnymi politycznie obywatelami. Nie potrafili niczego poza rzucaniem błyskotliwych frazesów. Nie mogliby dokonać ataku terrorystycznego ani żadnego innego historycznego czynu. Umieją tylko skomleć, kłócić się ze sobą o nic i uciekać od świata zewnętrznego, którego nie rozumieją i panicznie się boją. Każdy szalony terrorysta z Czerwonych Brygad i RAF jest sto razy bardziej atrakcyjny od europejskich „tradycjonalistów.”

kacio59393

Reklamy