Ojczyzną może być tylko idea. Tak napisał baron Evola, mając na myśli identyfikację imperialnej indoeuropejskiej arystokracji.

W dzisiejszej Polsce jednak, gdy widzę tłumy rodaków oblepiające radośnie amerykańskie transportery wojskowe, gdy widzę oficerów Wojska Polskiego salutujących na baczność i raportujących po angielsku Amerykanom, gdy uliczny tłum niemal dokonuje linczu na pojedynczych protestujących przeciw panoszeniu się w naszym kraju amerykańskiego żołdactwa, gdy moi rodacy czczą amerykańskiego agenta jako historycznego bohatera i stawiają mu pomniki, gdy równocześnie wszyscy zacierają z radości ręce na dokonywane na ewidentne polityczne zamówienie aresztowanie Piskorskiego, gdy znakomita większość filmów czy nawet książek (Harasimowicz) pisanych jest na modłę amerykańską, gdy rozmaici „wyklęci”, „krzyżowcy” i „niepodległościowcy” wygrażający urojonym „muzułmańskim najeźdźcom” i „rosyjskim imperialistom” siedzą z podkulonymi ogonami w obliczu forsowanej na wszystkie sposoby amerykanizacji, wyprzedaży polskich dóbr kapitalistom i globalizacji, to czuję że faktycznie z tym empirycznie istniejącym tu i teraz narodem polskim nie mam w zasadzie nic wspólnego, bo w proamerykańskim zaprzaństwie prześciga chyba nawet Ukraińców, kosowskich Albańczyków, kuwejckich Arabów i Kurdów razem wziętych.

Ojczyzną jest idea Polski chrześcijańskiej, europejskiej, słowiańskiej, kontynentalnej, idea Polaków jako ludu chrześcijańskiego i słowiańskiego, jako wspólnoty, jako rodziny rodzin, jednak na pewno nie to zdemoralizowane popkulturą, indywidualistyczne, konsumpcyjne, permisywne, egoistyczne, wykorzenione i zamerykanizowane bydło.

Ci, którzy zachowują więź z tą Polską prawdziwą, Polską ukrytą, Polską zepchniętą być może nawet już u zarania naszych dziejów (Dołęga-Chodakowski) do zbiorowej podświadomości, Polską pozostającą w cieniu naszych faktycznych dziejów, Polską podziemną, dotarcie do której wymaga katabazy i odwrócenia się plecami do światła zachodniej nowoczesności, Polską lasów, ruczajów, bagien, drzew, księżyca i nocy, Polska raczej wiejskich chat niż miast, akademii i dworów, bardziej tego co rodzime niż tego co zachodnie, to jedyni prawdziwi patrioci, patrioci idei, patrioci typu platońskiego.

Bo jedyną prawdziwą rzeczywistością są idee, z otaczającej nas brudnej materii trzeba dopiero ulepić prawdziwą Polskę. Ci wszyscy fani „Sexu w wielkim mieście” witający kwiatami amerykańskich „wyzwolicieli” i wierzący w „wolność jednostki”, „podmiotowość obywatelską”, „ustrój parlamentarny” i „prawa człowieka” to coś w rodzaju niewolników z filmu „Matrix”, których dopiero trzeba wyzwolić od pętającej ich fałszywej świadomości.

Pewnego dnia wymieciemy cały ten brud.

źródło

dragonrajd

kacio59393

Reklamy