Dzisiaj wolna sobota. Dochodzi południe a ja leżę w bonżurce na kanapie. I nawet nie wiem czy hotelowa marysia, kiedy otwierałem drzwi słysząc serwis!, zarumieniła się widząc mój nagi tors, bo jest murzynką. Podała sprawnie dwa ręczniki i dwie rolki papieru toaletowego. Dałem do zrozumienia ruchem ręki, że dzisiaj nie musi ścielić, myć i zamiatać i wielkopańskim gestem wręczyłem w czarną dłoń zgrabną banknot pięcioojrowy w podzięce za całotygodniową krzątaninę. Uśmiechnęła się czekoladowo i dygnęła nóżką. Mersi mesje. Zatem siedzę a właściwie leżę i czytam Świat pani Malinowskiej.

KatoN

 — Może pan śmiało mówić — rzeczowym szeptem odpowiedziała pani Prekoszowa.
— Czy nie zauważyła pani u pana Borowicza recesyj antynomicznych w deflagracjach sensualnych?
Borowicz nareszcie poznał Urusowa i z trudem stłumił śmiech.
— A może apercepcje metafizyczne w konglomeracie dywagacyj emocjonalnych?
— Eee… skądże ja mogę wiedzieć — niezdecydowanie zaprzeczyła pani Prekoszowa — ja tam po cudzych walizkach nie szperam.
— To źle. W inkryminowanych predyspozycjach cerebralnych kryją się nieraz eufemistyczne namiastki kompleksów psychicznych, ekwiwalenty fantasmagorycznych efemeryd sensualnej ambiwalencji!
— Te, co też pan mówi! Co do seksualnej… to nie. Stanowczo nie. Żadne efemerydy u pana Borowicza nie bywają. Chyba że na mieście…
— Tak?… W każdym razie ostrzegam panią przed fluktuacjami infernalnymi w okresie klimakterium. Dekadencja w układzie cerebralnym może wywołać amnezję maniakalną i atrofię biofreniczną!
— Matko najświętsza — jęknęła pani Prekoszowa.
— Tsss… dziękuję pani. To wystarczy.
Jednocześnie zapukał do drzwi.
— Co ty wyprawiasz z tą kobietą? — przywitał go Borowicz, mówiąc po francusku, gdyż był pewien, że pani Prekoszowa podsłuchuje — baba gotowa dostać pomieszania zmysłów.
— A czy sądzisz, że zrobi to jej jakąkolwiek różnicę?
— Posądzałem cię o dobre serce.

kacio59393

Advertisements