Kiedy przymknąwszy oczy w ciepły zmierzch jesieni wdycham twojego łona upalnego wonie…

Dzisiaj w stolicy Francji, przynajmniej na północnej jej rubieży, mży, baudelaire’owski klimat ściąga cię w dołek, załzawione niebo, a przecież powinieneś być uodporniony na taką atmosferę – jesteś po splenektomii. Zasypiałeś wczoraj z zamiarem niedzielnego flanerzenia do nocy. Leżysz teraz na zaścielonym łóżku patrząc w małe okno z fragmentem nieba, woda na asfalcie syczy pod ciężarem gumy samochodowych opon. Kosy i słowiki zamilkły chowając przemoczone skrzydła pod liśćmi krzewów w bujnym zagajniku na wzgórku przy opuszczonej oczyszczalni ścieków. Czujesz ucisk pawęza na klatce piersiowej. Dorodne nieme łzy ciekną po suchościach gardła.

…widzę szczęśliwe rzeki, w których słońce płonie monotonne i blaskiem na fali się mieni.

KatoN

kacio59393

Reklamy