W aptece byłem do południa dzisiaj. W Drancy. Wepchałem w pralni w paszcze bebna (o, polskie e z ogonkiem mi nie wyskakuje!) tygodniowe brudy i poszedłem sie  przejść, żeby nie czekać bezsensownie 35. minut w towarzystwie smetnych Hindusów.

12987102_851416728319876_5286147032424303124_nApteka była pusta od ludzi. Tylko dwie panie magister. Jedna Murzynka, druga biała. Podszedłem do młodej blondynki. Miała piąstki oparte o blat, kiedy uśmiechając sie, przywitała mnie śpiewnym bonżur mesje. Dawno nie widziałem native Francuzki. Nie, nie, nie była jakaś oszałamiająca pieknością, miała ten typ urody, który lubie, jaki nie kipi nachalnością, ale trzeba ją odkrywać. Może i miała trzydzieści lat, ale wyglądał młodziej, dziewczeco. Subtelnie. Nabierała garściastości dopiero. Panowie wiedzą w czym rzecz. Zatem złowiwszy jej wzrok po bonżur szer madmuazel mówie, że aj em luking for kalcium. Powtórzyła za mną z francuska kalcium, skineła głową, grzywka zatrzepotała, i odeszła do szuflady z medykamentami. Kalcium łiw witaminum de trła. Pokiwała, pochylona, głową ze zrozumieniem i wyłowiła opakowanie. End magnesium, rzuciłem predko, żeby nie fatygować jej po raz drugi. Łiw witaminum be. Szybko znalazła. Kiedy dochodziło do płacenia, wstukała w maszyne kody i powiedziała kez i zaraz sie poprawiła, uśmiechając: fiftin juro. A potem coś zaszczebiotała do koleżanki. I wtedy usłyszałem to cudowne francuskie er. Prawie widziałem jak drga jej języczek na końcu podniebienia miękkiego. Na dodatek lekko sepleniła, jak mi sie zdaje, bo róż jezyka dyskretnie wspierał sie o nabłonek dolnej wargi nieumalowanej, kiedy sylabizowała. Zupełnie pozbawiona była makijażu.

Nawet nie musiała mi przypominać kogoś. O kim przecież ciągle myśle.

KatoN

kacio59393

Reklamy