Od trzech tygodni, po półrocznym pobycie w Berlinie, przebywam we Francji, na przedmieściach Paryża. I szczerzę wyznaję – jestem pozytywnie zdumiony: imigranci uprzejmi, każdy mówi po francusku, zachowuje się kulturalnie, kłania się, jest pomocny i sympatyczny, jakaż odmiana! W polsce, polaczek patrzył z reguły na mnie co najmniej podejrzliwie i zachłannie, a na moje „dzień dobry” czy „szczęść Boże” odwracał wzrok.

Owszem, marlboro jest po siedem euro, ale za to całkiem przyzwoite cothes du rhone można nabyć za dwa euro.

Ogólnie rzecz biorąc – zbieram kasę na podróż nad Bajkał w przyszłym roku. Ale już sam. Bez nikogo z Polski. Po chuj się kłócić i wstydzić pośród przyjaznych Rosjan?

KatoN

kacio59393

Advertisements