Jestem odkrywcą skądinąd zasłużeńszym niż ci wszyscy, co byli przede mną. Ta świadomość napawa mnie dumą, czuję jak rozpiera moją duszę i łechce miłość własną. Stawiam stopę jak nowy Armstrong na nowym Księżycu, jak nowy Kolumb odciskam ślad skórzanego buta na dziewiczej plaży jednej z nowych wysp Nowych Indii. Odtrąbiam swą waleczność i zwycięstwo. Oriflamy nad głową wysoko, apoteozy wzlatują ochoczo i lekko w przestworza. Nie masz tycjanowych włosów, jesteś bez drogocennych pereł i konch, ale kosztujesz drożej. Cenniej. Bezcennie. Smak granatowych, soczystych, ciężkich jeżyn. Miłe, nagie ramiona. Siadasz okrakiem na rdzawej poduszce trzymając w palcach kieliszek wina. Każda awangarda z czasem przechodzi w klasykę. Mówisz, że przy mnie osiągasz harmonię absolutną. Z fascynacją w głosie. Że byłem parę godzin temu sprośny i wyuzdany. Adorujesz wzrokiem wsłuchując się w słowa, a potem namiętnie ni stąd ni zowąd mówisz, że dobrze byłoby abym zabrał Cię do łazienki. Wykąpał i obmył, sprawił ablucjami nowy napływ namiętności, bo przecie chcesz się ze mną jeszcze ruchać. Więc odkręcam kurek z gorącą wodą, silny, wartki strumień ukropu roztrzaskuje się o białawo-spermowy kolor dna wanny. Zastanawiamy się czy dodać do cieczy eterycznych kropli, kiedy ściągasz stanik i zsuwasz z kolan majtki. Siedząc na krawędzi wanny zacyckuję się ustami w wypiersionym biuście, chwytając na przemian jedną to drugą sutkę. Stwardniały. Ochocą się. Kładziesz się w wodzie, od ciepła różowieje skóra, dotykam brzucha, wzgórek łonowy z przednią częścią ud tworzy wyspę niezalaną jeszcze akwenem, dłonią szemram po powierzchni ,wywołując lokalne tsunami. Fale smyrają wargi, piersi podtapiają się, a ja głaszcząc, mówię, patrząc na glazurę pokrywającą się delikatną mgiełką pary wodnej, że szalenie imponują mi ludzie z – na pierwszy rzut oka – wariackimi pomysłami. Że Artur Rimbaud spędziwszy dwa i pół miesiąca w Stuttgarcie ruszył w kolejną podróż tym razem zamierzając dotrzeć o Włoch. Postanowił nauczyć się włoskiego, ale był tak biedny, powiadam Ci, że musiał pieszo przemierzyć Przełęcz Świętego Gotharda w Szwajcarii. Wyczerpany przybył do Mediolanu, gdzie zatrzymał się u jakiejś wdowy, której gospoda stała naprzeciw katedry. Myślisz, że spał z nią? – pytam wkładając dwa place naraz do cipki. Kręcisz głową zadowolona odetchnąwszy głębiej. Potem wywędrował do Marsylii chcąc dostać się do Hiszpanii. Aby nauczyć się nowego… spoglądam pytająco w oczy, czekając na dokończenie. Języka! – dopowiadasz śmiejąc się, a moje palce ślizgają się głębiej po aksamicie pochwy. Napotkanemu znajomemu, były już wtedy poeta, oznajmił, że żyje z kradzieży, a nawet uwiódł zakonnika, żeby mieć darmowe noclegi i wyżywienie w klasztorze. Mówił prawdę? – rzucam pytanie zaglądając w Twoje krocze, w którym  palce uwijają się rzeczowo i coraz głębiej. Nie wiem kochanie – słyszę w odpowiedzi i widzę, że mrużysz z podniecenia oczy, kątem oka. Później – pomijam ważny wątek, relacje z Verlainem, który zarzucił Arturowi, że jest szantażystą, a mówiło się już wtedy, że dla Rimbauda Verlaine stał się już tylko źródłem gotówki i pełnym obłudy jezuitą, zmęczony naukami ścisłymi i grą na pianinie, Rimbaud zaczął uczyć się. ?. Rzucam pytające oczy dotykając wskazującym palcem szyjki macicy. Hmmm, niemieckiego? Nie, kręcę głową, rosyjskiego. Zamierzał wyjechać do Rosji, aby opanować język. Szyjka jest chłodna i mazista, lepi się jej otoczenie do palców, bawię się nią jak małą bilbordową kulką przewracając w palcach. Zamykał się w wielkiej szafie, bez jedzenia i picia, i studiował stosunki francusko-rosyjskie nierzadko przez 24 godziny na dobę. Ba! Niegdysiejszy drapieżny antyklerykał nosił się też z zamiarem rozpoczęcia działalności misjonarskiej,  aby za darmo podróżować do dalekich krajów. Drugą ręką, palcami drugiej ręki, rozchylam nabrzmiałe od gorąca wargi, cipka ciemnieje w środku, czerwieni się, wypełniając kapilary nadciągającą z całego ciała krwią. W końcu rzeczywiście wyruszył do Rosji, dotarł jednak tylko do Wiednia, gdzie został pobity i obrabowany przez dorożkaża, po czym postanowił, kuśtykając, wrócić do matczynego domu. Co dalej? Pojawia się w Brukseli, gdzie zaciąga się do holenderskiej marynarki wojennej i jako rekrut płynie na Sumatrę, potem na Jawę. Dezerteruje. Awanturnik. To tylko mały wyłom z jego awanturniczego życia. Zaczął pisać  – smaruję dłonią lewą pierś, pociągając za sterczącą antenkę –  jako kilkuletni chłopiec, skończył z poezją mając 21 lat. Kiedy podczas 10 letniego pobytu w Afryce jakiś cudzoziemiec spytał go o twórczość poetycką, odpowiedział coś w stylu – pomyje, to były tylko pomyje. 21 października 1891 roku obchodzi swoje 37 urodziny leżąc na łożu śmierci w paryskim szpitalu, z zaawansowanym rakiem, po amputacji nogi. Zawsze albo otwarcie szydził z autochtonów, albo za plecami mrugał okiem do innego Europejczyka. I to nie był nawet zwykły rasizm. Jego mizantropia miała charakter uniwersalny. Pogardzał wszystkimi. Podnoszę Cię za biodra, woda ocieka po skórze rozochoconego ciała, przykładam usta do cipki i łapczywie zaczynam lizać płatki. Pachniesz wyborną cipą, z jej zapachem nic nie może się mierzyć.

KatoN

nowe

Reklamy