Poszłam sobie wczoraj na roraty do parafii właściwej dla miejsca zamieszaknia, zobaczyć jak to tu wygląda. Może zbyt religijna nie jestem, ale roraty pamiętam z dzieciństwa – lampiony, zimowy świt, dzien budzący sie symbolicznie w trakcie mszy (wtedy jeszcze często w grudniu był śnieg) pieśni adwentowe – miało to swój klimat. I powiem Wam – masakra – pal licho, że nabożenstwo oczywiscie odbywa sie wieczorem, nie z rana, że postępowo śmiagja tam ministrantki, lampiony wyglądaja teraz jak kule dyskotekowe, mają wszelkie kolory tęczy i migają, a nagrody są rozdawane w ramach kazania – ale kurwa, ksiądz biegajacy z pacynką jakiegos misia na ręku na tymże kazaniu, i toczący z nim dialogi to juz trochę za dużo dla mojego poczucia sakralnego dobrego smaku.

kacio59393

Reklamy