Wciąż podpierają mury na rogu ulicy
Paseo de Julio, cienie daremne
z bratnimi cieniami dysputujące wiecznie
albo też z głodem, tą drugą wilczycą.
Kiedy się zachodzące słońce złoci,
tam, na odległych peryferii krańcach
do swego zmierzchu wtedy zawracają,
fatalni i umarli, do swej dziwki i noży.
Żyją w apokryficznych historiach,
w sposobie chodzenia, w strun trącaniu,
w czyjejś twarzy, w jakimś gwizdaniu,
w ubogich rzeczach i mrocznych gloriach.
Na obrośniętym winem intymnym patio,
kiedy gitarę rozogni jakieś tango.

JLB

578257f1dfb3e035f8d7f435542fa2b5kacio59393

Reklamy