Jakoś nie podzielam powszechnie odczuwanego współczucia dla żabojadow. Dlaczego mam okazywać współczucie dla przedstawicieli narodu, który zabił króla i przez lata budował liberalne, ateistyczne państwo, który ruchał Polaków przez wieki, który nie chciał ginąć za Gdańsk, który wreszcie sam dobrowolnie doprowadził do rozkwitu multikulturalizmu? Sami sobie poprzez obłąkańcza politykę prawoczłowieczą zgotowali ten los. Ubolewam jedynie nad tym, ze ofiarami nie są francuscy politycy, ale zwykli zjadacze ślimaków. Codziennie w Iraku ginie kilkaset dzieci i kobiet na skutek m.in. zbrojnych działań Francji i jakoś nikt nie pali zniczy przed ambasadami bliskowschodnich krajów. Codziennie nad Sekwaną dokonuje się około 600. tzw. aborcji, które są wyrazem osiągnięć nowoczesnej Francji, zatem sto parędziesiąt ofiar z piątkowych incydentów w Paryżu to przysłowiowa kropla w morzu powszednich morderstw dokonywanych przez samych Francuzów na własnym terytorium i poza granicami.

Komizmu całej sytuacji dodaje maniera stosowana przez media, jakoby zamachy w Paryżu były skutkiem walki religijnej, a ściślej wojny pomiędzy islamem a chrześcijańską Europą. Ulałem się ze śmiechu. Islamiści bowiem nie zaatakowali katolików czy innych hugenotów we Francji, nie zaatakowali kościołów, bazylik, katedr czy zborów, ale zamachnęli się na laickie instytucje, w których doprawdy trudno dopatrzeć się jakiejkolwiek symboliki religijnej – stadion, restauracja, sala koncertowa…

KatoN

12239531_912283095474269_6737990855055814075_n

kacio59393

 

Advertisements