Tak, to prawda, i ja kiedyś wierzyłem, miałem nadzieję, że Polacy są wielkim narodem, zdolnym do przebudzenia, że mityczni śpiący rycerze pod Giewontem wybudzą się z letargu. Wierzyłem w to będąc młodym człowiekiem. Z upływem czasu traciłem wiarę, patrzyłem jak parszywieją nawet zacne projekty próbujące wskrzesić idee endeckie, jak lilipucieją konserwatywne kręgi. Wierzyłem w narodową dumę. Że Polacy dadzą się przekonać do wielkiej idei, że potrafią zbudować poważne państwo zdolne konkurować z innymi. Niestety. Skończyło się na małpowaniu i poddaństwie. Jako naród – po raz kolejny – wpadliśmy w bagna demokracji, nie wyciągnęliśmy wniosków z historii i dalej chcemy – na przekór rozumowi – zawierzać egzotycznym sojusznikom i papierowym obietnicom. Część prawicy wierzy i jest przekonana o tym święcie, że w warunkach demokracji, demokratycznym sposobem, jest zdolna zbudować inną, lepszą niż ta obecna, Polskę. Że wystarczy tylko zmienić ludzi, odsunąć tych brzydkich od władzy, na ich miejsce przyjdą mityczni patrioci i się zrobi lepiej, dobrze. Pobożne życzenia.

Nie wierzę w mądrość polityczną Polaków, ale żeby nie popaść w cyniczne malkontenctwo i krytykanctwo, czepiam się myśli, tej być może ostatniej tlącej się iskry nadziei, że pośród nas istnieje ostatni batalion 300., który pod wodzą młodych pułkowników dokona zamachu stanu, ze stadionów zrobi obozy koncentracyjne, wykopie doły z wapnem i biorąc odpowiedzialność przed Bogiem i historią, przyłoży chłodny wylot lufy do potylicy wszystkim zaplutym karłom demokracji. W przeciwnym razie będziemy mieli do czynienia z jęczącą i przekupną formą nibypaństwa, w którym wszyscy są równi, w którym debatę publiczną kreują pomioty żerujące na instynktach i emocjach, gdzie pobożni patrioci walczą papierowymi piąstkami ze skrobaczami, osobistymi wrogami Pana Boga i innymi dziwolągami.

KatoN

kacio59393

 

 

Advertisements