Znaczy jest tak, że niedawno obejrzałem film fabularny o Zbigniewie Relidze zatytułowany Bogowie. Pasjonująca Historia przeszczepu serca w Polsce – wiecznie najebany dochtór walczy jak lew, aby tylko przeszczepiać. Taka bardziej dynamiczna odmiana wenezuelskiego serialu. Wczoraj zaś jedna pani z jednym panem, ubrani na czarno, relacjonowali sytuację – jakby chodziło o przepis na egzotyczną potrawę – jak to dzielnie się i bohatersko zachowali, bo pozwolili swojemu żywemu synowi wykroić z ciała nerki, wątrobę i serce. A on potem umarł. Znaczy pani matka smarkając nosem starała się wmówić widzowi, czyli mnie, a może nawet samej sobie, że podroby zostały pobrane z syna, bo komisja złożona z trzech lekarzy napisała na papierze, że potomek pani matki z krzyżykiem na szyi i w żałobie, już nie żyje, bo mu mózg wysiadł na skutek perturbacji nabytych podczas otrzęsin studenckich. Że niby już trup jest i można uratować czterech ludzi jak się powycina z dziecka narządy. Wzruszające to było. Trzy dni po amputacjach rodzice na oczach milionów widzów usprawiedliwiają swój czyn, tak – usprawiedliwiają.

Bo zacząć trzeba od tego, że aby serce pobrać do przeszczepu i wszyć je innej osobie, musi bić. Inaczej kicha. Serca nie pobiera się z trupa, jak to stara się nam wmówić propaganda. Wyrok, tak wyrok, wydaje się na podstawie opinii trzech biegłych, którzy zgodnie muszą uznać, że zmiany w mózgu są na tyle poważne, że chory (tak, chory!) nie odzyska zdrowia, nie przeżyje. Tylko ja z ostrożności procesowej, jak mawiają prawnicy, nie odważyłbym się wydać takiego werdyktu. Niejedno już w życiu widziałem. W budzikach wybudzają ludzi, żyją ludzie z mocnymi ubytkami mózgu i wcale dobrze sobie radzą.

Więc jestem w silnej ambiwalencji, że się tak wyrażę, ponieważ z jednej strony sam mam na swoim koncie zasługi na polu transplantologii (kilkanaście litrów oddanej krwi) i nie widzę nic zdrożnego w tym, że ludzie (zdrowi ludzie!) innym ludziom dobrowolnie oddają swoje komórki, tkanki i narządy, ale z drugiej odłączanie żywego, chorego człowieka od aparatury i powodowanie jego śmierci uważam za lekką ekstrawagancję i soft barbarzyństwo skrywane jak zwykle za płaszczykiem szeroko rozumianej dobroczynności.

KatoN

rekacio59393

Reklamy