Polskojezyczna gazeta grzmi tlustym drukiem:

W szkołach kwitnie czarny rynek drożdżówek

Ustawa wyczyściła sklepiki szkolne z niezdrowej żywności. Teraz Weronika po drożdżówki chodzi do spożywczego obok szkoły, a Karol kupuje od kolegi, który przed lekcjami zaopatruje się w piekarni, a potem półlegalnie sprzedaje na korytarzu.

Pamietam z nostalgia, ze na kazdej dlugiej pauzie w szkole sredniej moja dzwiewczyna, przyszla narzeczona i zona, ciagnela mnie do szkolnego sklepiku na drozdzowki, ktore byly obowiazkowym dodatkiem, pretekstem, do szkolnej randki. Przy drozdzowkach z serem calowalismy sie ukradkiem i z czuloscia dotykali. Tak bylo za czasow totalitarymu, zylismy w PRL. Dzisiaj drozdzowki zostaly zrownane, a moze nawet wyprzedzily, narkotyki i dopalacze.

Zal mi dzisiejszej mlodziezy. Ja w ich wieku bylem naprawde wolnym czlowiekiem.

KatoN

kacio59393

Reklamy