Siedzisz na rozpromienionym podjezdzie i czekasz sam nie wiedzac na co, czy kogos. W cieniu chybotliwej na wietrze markizy. Papieros, kieliszek wina. Patrzysz na swoje samotne, opalone dlonie z powrozkami niebieskawych zyl przeswitujacych przez skore. I doskwiera ci samotnosc, a moze tesknota? I nagle dostrzegasz sylwetke, zarys ledwie. Sukienka biala w zlote aplikacje. Torebka na zagieciu lokcia. Biel lydek i stukot zoltych pantofli. Ma rozpromienione oczy i falistosc nieprzegaslej jeszcze mlodosci tlaca sie w dekolcie i biodrach. Przechodzi obok. Mija. Mruzysz oczy i nawet nie wzdychasz. I juz nie masz sily odwrocic glowy. Zostaja papieros i wino, wierni towarzysze niedoli.

KatoN

kacio59393
Reklamy