W modre, letnie wieczory, pójdę miedzą kłośną, łechtany zbóż kwitami, deptać trawy płowe: marząc, czuć będę świeżość pod stopami rośną. Dozwolę wiatrom kąpać nagą moją głowę. Nie będę mówił, myślał. W ciszy niewysłowionej, w duszy miłość ogromna wzbierze mi z pogodą; i pójdę, het, daleko, jak cygan wędrowny, w Naturę – szczęsny taki, jak z kobietą młodą.

Artur Rimbaud

koniec wakacji1kacio59393

Advertisements