Nie podobała mi się jej dekadencja oraz straszne ranienie: przyciąganie i odpychanie innych. Mówi się nawet o syndromie Marilyn Monroe. Gdy ktoś nie umie być wierny, lojalny, odpowiedzialny, prostoduszny. Nie umie kochać ten, kto sam nigdy nie był kochany. Ona nie miała się tego od kogo nauczyć. Ojciec – Bóg wie gdzie, a matka chora psychicznie, z tego co pamiętam. Jednak czy umiejętność kochania daje na tym padole łez szczęście czy raczej nieszczęście cierni i kolców drogi, która daje zbawienie? Wybrała miłostki. Kto jednak w tych czasach odmówiłby sobie kariery, którą ona miała? Tylko ten, kto jest wolnym człowiekiem i nie da się wykorzystywać showłbiznesowi kosztem duszy.

10985400_741126499329316_6414814698423153435_nkacio59393

Reklamy