Jedna z powieści Umberto Eco, nie pamiętam tylko która, rozpoczyna się ciekawą sekwencją opisów mgieł w literaturze. Być może, tak, chyba tak, był to „Tajemniczy płomień królowej Loany”… A może się mylę.

Trzymamy się za ręce stojąc przed oknem pokoju z pogaszonymi światłami. Biała ściana mleka zastąpiła lecące z nieba krople. Deszcz ustąpił miejsca mgle. Jego resztki w szeregu osadziły się grzecznie pod poręczą kutej barierki balkonu. Ruch na ulicy ustał. Światła neonów, reklam, sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniu rozmazane w mlecznej atmosferycznej zupie opalizują jaskrawo przypominając choinkowe świecidełka.

Tak tu cicho i ciepło, a za szybą chłód – ściskasz dłoń i skłaniasz głowę na moje ramię. Czuję na skórze ciepło warg. – Zasłonimy teraz okno?

Zasłonimy i zapalimy lampy.

Co mi pan będzie robił? – tym pytaniem zgrabnie i płynnie przechodzisz w konwencję zabawy w doktora. A może w dom? Uwielbiam to w tobie: lekkość i bezpośredniość zmiany klimatu z romantycznego na pieprzny. – Mam brzuch wypełniony łaskotkami. O tu – ujmujesz dłoń w swoją i kładziesz obie powyżej wzgórka łonowego. – A między nogami trzepocze mi delikatnie skrzydłem jakiś egzotyczny ptak. O tu… To skrzydełko też jest łaskotliwe.

Frotowy ręcznik w nieregularne wzory osuwa się na podłogę.

KatoN

6b49fad7cf65371e0ffb9a7d57b75d48 kacio59393
Reklamy