Woody Allen przed trzydziestu laty nakręcił dobry film. Bohaterem obrazu jest człowiek, który posiada niesamowitą zdolność do upodobniania się do ludzi, z którymi przychodzi mu przebywać. Wszyscy z nas mają w swoim kręgu znajomego, który w mniejszym bądź większym stopniu podobny jest do Zeliga. Czasami bywa to zabawne, czasami irytujące, bywa, że niebezpieczne albo wkurwiające.

Słyszałem o śląskim Leonardzie. Nazywał się Gerard Kokotek. W 1920 roku jako młody człowiek aktywnie działał w niemieckiej komisji plebiscytowej. W okresie II Rzeczypospolitej został weteranem powstań, w których walczył bohatersko o polskość Górnego Śląska. Kiedy przyszedł pamiętny rok 1939 został członkiem NSDAP; jak wieść niesie mianowano go nawet blokfurerem kamienicy, w której mieszkał. Po 1945 roku słuch o Kokotku zaginął.

Na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku w jednym z górnośląskich zakładów pracy pewien mężczyzna przechodził na emeryturę. Procedura pożegnania z pracą wymagała podpisania tzw. obiegówki. Nasz emeryt chodził zatem po wszystkich wydziałach i zbierał pieczątki. Na koniec trafił do zakładowej komórki ORMO – niewielki pokój, biurko, na blacie kałamarz, bibuła, przycisk do papieru, być może czysta kartka z liniuszkiem. I obowiązkowa szafa pancerna w kącie.

Zakończenie znacie.

KatoN

Zelig-01-2kacio59393

Reklamy