Ateiści, jak np. zoolog Richard Dawkins, uwielbiają ośmieszać biblijną historię o gadającym wężu (Księga Rodzaju 3:1), czy też mówiącej oślicy (Księga Liczb 22:28). Ironicznym w tym przypadku jest to, że według wierzeń ateistów człowiek jest niczym więcej jak gadającą małpą. Co więcej, według ich antropogenicznych dogmatów, jednokomórkowiec, pradziad wszystkich organizmów żywych na ziemi, nie tylko z czasem nauczył się gadać, lecz także filozofować, modlić się i skakać na jednej nodze. Jeżeli więc (według Dawkinsa), nicość może stać się kałużą, która z kolei może wyewoluować w mędrkującego Dawkinsa, to wówczas nie powinno być dla niego najmniejszym problemem pofantazjować sobie nad naturalistyczną ewolucją jakiegoś gatunku gadającego węża, czy też skrzydlatego konia.

Dlaczego więc taka idea wywołuje u niego intelektualny wstręt?

kacio59393

Reklamy