Smutna wiadomość dotarła dzisiaj do milionów Polek i Polaków – umarł Demis Russos, przy którego muzyce bawiły się miliony ludzi na całym świecie. Smutne. Ale na wiadomość o tym smutnym zdarzeniu przypomniało mi się jeszcze bardziej smutne zdarzenie z przeszłości. Przed wojskiem pracowałem w Zuricie na ulicy Dąbrowskiego, obok Kameralnej – taki sklep z telewizorami i antenami wojewódzkimi. I pracował ze mną taki Janusz, był starszy ode mnie tak z dziesięć lat. Już po wojsku był i miał siostrę jedną Grażynę i drugą też młodszą od niego tylko, że brunetkę – Celinę. Bardzo sympatyczne młode kobiety. Cała ta trójka rodzeństwa była zagorzałymi fanami właśnie Demisa Rusossa. Zbierali płyty, słuchali muzyki godzinami, byli nawet na koncercie w Sopot podczas recitalu tego wielkiego Greka jak śpiewał w takiej sukni z playbacku. Celina pracowała w rybnym, a Grażyna w pasmanterii i jak była przerwa na lancz to przychodziły do Janusza i jak leciał jakiś utwór Russosa w radio to autentycznie cała trójka płakała ze wzruszenia. Mnie to trochę dziwiło. Potrem poszedłem do wojska w 1982 roku w sierpniu i jak przyjechałem na pierwszy urlop to się dowiedziałem, że trójka rodzeństwa powiesiła się zbiorowo w pasmanterii w czasie godzin pracy i otwarcia. Głośno było o tym na Śląsku a w Tychach do dzisiaj w miejscu, gdzie kiedyś był sklep z nićmi i guzikami mówi się „tam gdzie się powiesili. Tak że mam smutne wspomnienia z Russosem a jego muzyka też nie była przecież jakaś za bardzo radosna, bo śpiewał o żegnaniu miłości i w ogóle. A jak leci Mój przyjaciel wiatr, chociaż teraz w radio rzadko to puszczają, to mnie chwyta za gardło i zaraz sobie przypominam Janusza i jego dwie siostry.

Grażynka to podobno jeszcze żyła tak z tydzień albo dwa, ale jej nie uratowali, bo to był stan wojenny i wiadomo jak to było w szpitalach. Nie to co teraz.

KatoN

kacio59393

Advertisements