Pan Jezus nie był nędzarzem, jak chcieliby go widzieć działacze organizacji charytatywnych; nie był też żydowskim oligarchą. Był  przedstawicielem klasy średniej, nie głodował, ale i nie wydziwiał. Trzej Królowie przynieśli mu niezłą kasę – złoto, kadzidło, mirrę. Ustawili go na przyszłość. Pamiętacie scenę wjazdu do Jerozolimy? Każe skarbnikowi (Judaszowi!) organizacji kupić osiołka – dzisiejszego odpowiednika samochodu małolitrażowego, nie jakieś tam  bmw, ale i nie trabanta czy fiata 126p. Pierwszy cud w Kanie Galilejskiej? Nie rozmnaża ciuchów, jedzenia z biedronki, ale  zamienia wodę w przedni trunek. Na Ostatnią Wieczerzę wynajmuje dobrą gospodę (dzisiejszy hotel z pięcioma gwiazdkami). A już nie wspomnę o przypowieści z olejkiem nardowym, nierządnicą, Samarytanką, czy rzucanych losach o jego bogatą suknię.

Wspominał często o ubogich.

Ubogich w duchu.

KatoN

kacio59393
Reklamy