Zuzanna Maksymiuk vel Maria Goniewicz to obok noblistki Wisławy Szymborskiej chyba najbardziej znana współczesna polska poetka. Przynajmniej dla mnie. Szymborską kojarzę przede wszystkim z podpisu pod petycją z 1953 roku, w której domagała się kary śmierci dla sądzonego biskupa Kaczmarka i innych duchownych, zaś Zuzannę – osiemnastoletnią „pisarkę”, jak sama się tytułuje na portalu społecznościowym – z tego, że parę dni temu razem ze swoim znajomym dokonała morderstwa jego matki i ojca.

Nie jest moim zadaniem ani potrzebą analizowanie i krytyka jej dorobku literackiego. Poczynię tylko taką uwagę, że w ciągu paru minut mogę wyszukać w sieci blogi z twórczością poetycką o niebo przewyższające strukturą, pięknem i dojrzałością jej wiersze. O wiele ciekawsza jest jej twórczość pozaartystyczna, a ściślej – zaplanowanie i dokonanie podwójnego morderstwa.

Od wielu lat fascynują mnie przypadki zabójców seryjnych. Począwszy od archetypu jakim bez wątpienia w świadomości społecznej a także literackiej jest legendarny Kuba Rozpruwacz. Przejrzałem sporo literatury na temat historii zabójstw seryjnych, w tym również fachowej. Wspominam o tym, ponieważ korzystając z tego, wyrabiam sobie pogląd na Zuzannę, w oparciu o aparat pojęciowy służący do sporządzenia profilu psychologicznego seryjnych morderców.

Co prawda Zuzanna nie kwalifikuje się do kategorii „zabójcy seryjnego” (nie dokonała co najmniej trzech morderstw w oddzielnych epizodach), ale na podstawie dostępnego w mediach materiału nietrudno przejrzeć motywy postępowania młodej literatki.

Z tego co wiemy, Zuzanna – nieakceptowana przez rodziców chłopaka i oskarżana o deprawowanie go, postanowiła z jego pomocą wymierzyć sprawiedliwość. Dziewczyna z prowincji – topograficznej i mentalnej – poczuła się upokorzona drobnomieszczańskimi nawykami; to się czuje w jej wierszach i autoryzowanych wypowiedziach. Przejrzałem uważnie informacje na jej temat w sieci, wywiady, recenzje, wreszcie jej konta na fejsie i instagramie. Ot, napuszona literacka parweniuszka i w sumie grafomanka z rozbudowanym ego. Zauważyłem ciekawą rzecz. Prawie w ogóle nie wspomina o kobietach. Jest zafascynowana mężczyznami-poetami, szczególnie z kręgu „poetów wyklętych”, przy których chętnie się „sytuuje” i bezczelnie rozpycha łokciami powołując się na wyuczone na pamięć cytaty z Witkacego, Hłaski, Wojaczka. Muzyka Joy Division. Jest w  niej, to widać, fascynacja męskością, ale męskością rozumianą lekko pokracznie. Imponują jej pierwiastki męskie ale szczególnego rodzaju – alkoholizm, natura buntownika, skandale. Zakompleksiona poetka udzielając wywiadu na pytanie, gdzie planuje autorskie spotkania, odpowiada: myślę, że nie będzie miało to miejsca w Białej Podlaskiej. Raczej znowu Kraków, Warszawa albo Lublin. Ciągnie ją „wielki świat” – Warszawa, Kraków, Lublin… metropolie światowej poezji w umysłowości parafianki spod Białej Podlaskiej. Poezję można tworzyć tylko lumpiąc się po warszawskich i krakowskich kawiarniach, to w nich jest bohema, nastrój, wena i – co tu ukrywać – oczekiwana sława, popularność. Bez dwóch zdań tak należy odczytać jej wypowiedzi.

Rzecz ciekawa. O ile twórcy, którymi jest zafascynowana, kończą życie często samobójstwem (Ian Curtis, Rafał Wojaczek, Stanisław Ignacy Witkiewicz) lub w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach (Marek Hłasko), ona sama – jak dotąd – nie idzie w ich ślady. Wybiera śmierć, to prawda.

Śmierć innym.

W pewnym momencie panience wena poetycka i dystans do społecznych reguł gry pomyliły się ze stanem megalomańskiego „z nudów nasrane we łbie”. Scenariusze z jej ulubionych filmów – Pulp fiction, American-psycho – postanowiła dokończyć w realu za pomocą wybranych przez siebie gadżetów, scenografii i choreografii, wciągając w fabułę kręconego we łbie z nudów filmu swojego chłopaka i wyznaczając na kulminacyjny moment jego rodziców. Kupiła lateksowe rękawice, zaopatrzyła się w trzy noże. We dwójkę dokonali rzezi. Posadzka rodzinnego domu narzeczonego spłynęła ofiarną krwią jego rodziców, krwią, która miała oczyścić naszą literatkę z pomówień i niedoszacowania. Abelard i Heloiza. Filon i Laura. Romeo i Julia. Zadawała ciosy, kilkadziesiąt ciosów, ofiarom niczym lady Makbet. Bonnie i Clyde. Mickey i Mallory. Przechodziła do historii. Poetka wyklęta. Maria-Zuzanna.

Tylko do kurwy nędzy – dlaczego dali się aresztować w tak niepoetyckich okolicznościach: w pizzerii przy spożywaniu pasty ze szpinakiem. Zawiodła. Prawdziwa artystka sama wybrałaby moment swojego aresztowania – niebanalny, niedrobnomieszczański, literacki, dramatyczny.

KatoN

kacio59393

Advertisements