Już w klasycznej demokracji greckiej, a ściślej mówiąc – ateńskiej, ujawniły się pewne bardzo charakterystyczne a negatywne jej cechy. Przede wszystkim praktyka demokratyczna charakteryzowała się dopuszczeniem do głosu ludzi, których można podzielić na dwie kategorie.

Pierwsza kategoria to ludzie zmuszeni do stanięcia przed koniecznością dokonywania pewnych decyzji o najwyższej wadze. Demokracja była ustrojem, który zmuszał do zajmowania się sprawami – niekiedy, jak wszystkie sprawy polityczne, niesłychanie skomplikowanymi – na których ludzie kompletnie się nie znali, byli niekompetentni. Już wtedy ujawnia się to, co współcześnie określa się mianem kultu niekompetencji. Człowiek demokratyczny, ten który jest członkiem demosu, musi podejmować decyzje i zarazem uważa się to za całkiem normalne, że podejmuje decyzje, do których nie ma żadnego przygotowania i w sprawach o których nie ma zielonego pojęcia. Pierwsza cecha wskazująca pewną nienaturalność tego ustroju jest taka, iż w odróżnieniu od każdej innej dziedziny życia, uważamy, że akurat polityka (jeśli jesteśmy akurat demokratami) jest tą dziedziną, w której nie muszą być podejmowane kompetentne decyzje. Czy ktokolwiek z nas stojąc przed koniecznością poddania się trudnemu zabiegowi chirurgicznemu, oddałby się w ręce chirurga, który został demokratycznie wybrany przez kolektyw lekarzy, pielęgniarek, salowych, kierowców ambulansów, kucharek szpitalnej stołówki? Czy ktokolwiek z nas wsiadłby do samolotu, którego pilot nie musiałby się legitymować ukończeniem kursu pilotażu, ale zostałby wybrany demokratycznie przez zarząd lotniska? Na ten ostatni argument zwolennicy demokracji odpowiadają tak (uważając, że jest to zasada arystokratyczna) – a czy ktokolwiek z nas przyjąłby takie założenie, że wsiadłby do samolotu, o którym wiadomo byłoby, że pilot nie ma pojęcia o nawigacji, ale jego dziadek był wybitnym pilotem…

Na ten argument demokratów można by odpowiedzieć tak: no oczywiście, jeżeli ten pilot, który jest wnukiem i nie posiada umiejętności pilotażu, to byłoby to założenie równie absurdalne jak założenie w przypadku pilota wybranego w sposób demokratyczny, ale jeżeli miałbym wybór pomiędzy dwoma pilotami, którzy posiadają wyszkolenie identyczne, ale jeden z tych pilotów jest pilotem pierwszej generacji, drugi zaś jest pilotem trzeciej generacji, to jednak z większym zaufaniem wsiadłbym do samolotu pilotowanego przez tego drugiego, dlatego że zakładałbym, iż ten pilot oprócz wiedzy, którą sam nabył, tak samo jak ten pierwszy, posiada jeszcze pewną inaczej przekazywalną wiedzę, jak reagować w danej sytuacji, której na samym kursie pilotażu się nie nauczy, którą właśnie przekazał mu ojciec, którą przekazał mu dziadek, jeśli także byli pilotami.

Druga kategoria ludzi dopuszczonych do głosu, charakteryzuje się tym, że nie mając nie tylko kompetencji do podejmowania decyzji w sprawach fundamentalnych dla polis, jest niejako siłą odrywana od pilnych zajęć. W starożytnej Grecji taką grupą byli przede wszystkim rolnicy. Chłop na prowincji obligowany do doglądania gospodarstwa zmuszany jest do wędrówki do Aten i zasiadania na zgromadzeniu i debatowania w sprawach, na których zna się jak kot na kwaśnym mleku… Demokracja jest zatem sztuką zmuszania do decydowania o sprawach, w których nie posiada się wymaganych kompetencji, decydowania o rzeczach, w których nie jest się w gruncie rzeczy zainteresowanym. Każdy człowiek jest zainteresowany skutkami podejmowanych decyzji, ale niekoniecznie tym, aby samemu uczestniczyć w samym procesie decyzyjnym.

Do tego dochodzi jeszcze jedna cecha, którą po wiekach zauważył Alexis de Tocqueville: w duszy każdego demokraty istnieje uczucie zawiści. Zawiści wobec każdego, kto jest wyżej niż my. I tylko z tego powodu, żeby nikt nie znalazł się wyżej niż my, gotowi jesteśmy go odrzucić. To jest zresztą cecha, która generalnie jest cechą demokratyczną, ale niestety przynależy także do naszych przywar narodowych. Znamy dowcip jak to w piekle smażą się w kotłach przedstawiciele różnych nacji, przy wszystkich kotłach stoją diabły, które widłami wpychają do środka tych, którzy chcą się wydostać na zewnątrz. Jedynie przy kotle polskim nie stoją żadne diabły, więc ktoś kto zwiedza piekło jak Dante pyta, no ale dlaczego taka odmienność? Tutaj to niepotrzebne, bo jakby ktoś z polskiego kotła chciałby się wdrapać i wydostać, to sami rodacy go ściągną. Po co marnować siły i środki na pilnowanie?

Tę cechę zawiści demokratycznej widziano już oczywiście w starożytności o czym opowiada inna słynna anegdota zanotowana przez Diogenesa Leartiosa. Był w Atenach polityk szczególnie poważany ze stronnictwa arystokratycznego – Arystydes, był tak poważany, że zyskał nawet przydomek Sprawiedliwego. Również Arystydes nie uniknął tego, co było instytucją typową dla demokracji, a mianowicie tzw. ostracyzmu, czyli sądu skorupkowego. Na glinianych tabliczkach przedstawiciele zgromadzenia podejmowali decyzje, czy danego polityka oskarżanego o to, że stanowi zagrożenie dla państwa, należy wygnać, zabić albo skazać na konfiskatę majątku. W związku ze wspomnianą powyżej zawiścią demokratyczną warto w tym miejscu odnotować, że nie ma ani jednego polityka w historii Aten (z wyjątkiem Peryklesa), i to bez względu na to czy należącego do stronnictwa arystokratycznego czy demokratycznego, który by w swoim życiu chociaż raz nie był osądzony w sądzie skorupkowym. Historia, która dotyczy Arystydesa jest znamienna i następująca: odbywało się głosowanie nad jego skazaniem, Arystydes podobnie jak inni obywatele zasiadał na zgromadzeniu, traf sprawił, że usiadł obok niego jakiś prosty obywatel, prawdopodobnie rolnik z głębokiej prowincji, który nie miał pojęcia, że siedzi obok Arystydesa. Kiedy rozpoczęto już procedurę ów skromny obywatel zwrócił się do niego z prośbą: „jestem analfabetą, nie umiem pisać, czy możesz w takim razie zrobić tę uprzejmość, żeby napisać za mnie na tej skorupce, chcę głosować za skazaniem tego Arystydesa”. Arystydes nie zdradzając swojej tożsamości zapytał czy on ma coś przeciwko temu Arystydesowi. A ów obywatel mówi „nic!.. ja w ogóle nie wiem, kto to jest”. „No to dlaczego chcesz głosować za jego skazaniem?” „A, bo słyszałem, że wszyscy mówią, że on taki sprawiedliwy, tak go chwalą, a jak go tak chwalą, to ja mu zrobię na złość, nie będzie się tak puszył”. Arystydes już nic nie odpowiedział tylko wpisał analfabecie to czego chciał.

Sąd skorupkowy skazał go na dziesięcioletnią banicję.

Kolejną cechą demokratyczną było to, co powszechnie nazywamy demagogią. Występowanie przywódców ludu, którzy atakują przede wszystkim już znanych i poważanych bardzo często polityków, wysuwając przeciwko nim mniej lub bardziej nieuzasadnione oskarżenia. Dlatego też już Arystofanes, komediopisarz ateński, pisze w jednej ze swoich sztuk: „masz nikczemne pochodzenie, donośny głos, szerokie plecy, i brak jakichkolwiek skrupułów – posiadasz wszystko czego potrzeba politykowi w demokracji”.

Platon, który był wielkim wrogiem demokracji ateńskiej, zwrócił uwagę na inną cechę, która w przeciwieństwie do tamtych jest jeszcze bardziej prorocza w stosunku do dzisiejszej demokracji postmodernistycznej. Platon zauważył, że demokracja jest ustrojem, który daje każdemu teoretycznie nieograniczoną wolność, ale ta wolność polega na tym, że zaczyna się wykształcać dominacja określonego typu człowieka. Tym typem człowieka jest ten, w którym to co najniższe w duszy ludzkiej, czyli popędy, namiętności, dowolne upodobania, przeważają nad tym, co te popędy winno dyscyplinować, czyli rozum i wola. Platon opisywał to wręcz groteskowo, z pewną przesadą, jak to pisał, że w demokracji wszyscy nabierają takiej godności, że udziela się to nawet zwierzętom – osły i konie przekonane o swojej godności nie chcą już ludziom ustępować, albo że suczki zachowują się tak jak panie (można by dodać, że odwrotnie pewnie też…).

Najbardziej znamienną cechą w demokracji jest to, że człowiek demokratyczny uważa, że może robić wszystko, zajmować się wszystkim i to bez najmniejszych konsekwencji tzn. nie musi być nawet przywiązany do tego, czym dotychczas się zajmował, bo każda droga stoi przed nim otworem i to bez żadnego wysiłku. Platon pisał proroczo: „człowiek demokratyczny tak sobie żyje z dnia na dzień folgując w ten sposób każdemu pożądaniu, jakie się nadarzy. Raz się upija i upaja muzyką fletu, to znowu pije tylko wodę i odchudza się, to znowu zapala się do gimnastyki, a bywa, że w ogóle nic nie robi i o nic nie dba, a potem to niby zajmuje się filozofią, często bierze się do polityki, porywa się z miejsca i mówi byle co i to samo robi. Jak czasem zacznie zazdrościć jakimś wojskowym, to rzuca się w tę stronę, a jak tym, co robią pieniądze, to znowu w tamtą. Ani jakiegoś porządku, ani konieczności nie ma w jego życiu, ani nad nim. On to życie nazywa przyjemnym i wolnym i szczęśliwym i używa go do końca”. Jest to opis, który bardziej niż do tamtych czasów pasuje do naszych, bo to jest właściwie to, do czego jesteśmy nieustannie zachęcani przez media, przez reklamę. Możesz być wszystkim! Możesz być każdym! Każda twoja zachcianka, każda twoja aspiracja może być spełniona. „Podaruj sobie odrobinę luksusu!”

Takie oto cechy składają się na demokrację już w stadium zalążkowym, w starożytnej Grecji, w Atenach.

kacio59393

zebrał i poukładał – KatoN

Advertisements