Awangarda zakłada konieczność ciągłego zmieniania, ciągłego wymyślania czegoś nowego. Ale możliwość tego, co da się wymyślić jest ograniczona. Jednym z paradoksów awangardy jest to, że w końcu zaczyna kręcić się wokół własnego ogona. Strategią staje się przerzucanie z krańca w kraniec. Abstrakcjonista ogłasza – dzisiaj stałem się hiperrealistą, albo odwrotnie.

Drugi element paradoksu jest taki, że jeśli wyjdziemy od militarnego sensu, iż awangarda jest strażą przednią, wytyczonym oddziałem, to trzeba zważyć, iż pojęcie awangardy ma sens tylko wtedy, kiedy istnieje główna kolumna. Kiedy jednak nakaz awangardowości staje się powszechny, to siłą rzeczy znika pojęcie głównej kolumny. Jeśli zatem wrogiem awangardy jest tzw. akademizm, to gdzie on jest? Jeżeli nikt nie jest artystą akademickim, jeżeli wszyscy są awangardystami, to względem kogo i czego?

I wreszcie trzeci paradoks. Prestiż awangardy zawsze budowany był na poczuciu odrzucenia, buntu, wyklęcia. Mamy XIX-wiecznych, autentycznych poetów wyklętych (poètes maudits): Baudelaire, Rimbaud, Poe, Blake, Norwid, odrzuconych przez mieszczańską publiczność, często umierających z głodu. Skoro jednak awangarda stała się powszechna, to większość awangardystów zdołała narzucić metody kształcenia, stała się establishmentem szkół artystycznych, zyskała poparcie mediów, zyskała sławę i pieniądze, mówiąc krótko. Powoływanie się zatem na to, że jest się niepokornym, offowym, odrzuconym, jest oczywiście czystą kpiną.

pies_andaluzyjski_21-280x199 kacio59393
Advertisements