Najgłupszym narodem na świecie w kategorii inteligencja polityczna są bez wątpienia Polacy. Tylko w kraju nad Wisłą istnieje takie pojęcie jak  zwycięstwo moralne, które wynoszone jest do rangi  racji stanu, na którym buduje się wizje przyszłości i pomniki przeszłości. Jest mi piekielnie wstyd, że jestem Polakiem, zapadam się pod ziemię ze wstydu, kiedy słyszę o kolejnych inicjatywach za wolność naszą i waszą, gloriach wiktisach, powstaniach, o niezliczonych dąsach na przeszłość, sąsiadów, o kolejnych publicznych rozdrapywaniach ran, katyniach, auszwicach, żołnierzach wyklętych, łubiankach, jałtach, zdradzonych o świcie, nożach w plecy i chuj wie co jeszcze. Polacy są durniami politycznymi, ignorantami, dyplomatycznymi babami nie potrafiącymi utrzymać języka za zębami, w sumie rację chyba miał jeden z polityków sowieckich mówiąc, że Polska jest bękartem. Politycznym bez wątpienia. Budowanie polityki zagranicznej na trupach milionów niewinnych ludzi, rzekach łez i krwi to specjalność, spécialité de la maison, mojego narodu. Narodu, którego kierownicy oczekują od innych realizacji własnych zamierzeń, bo nam się należy, bo, kurwa, świat musi wstrzymać oddech na widok naszej hekatomby, na widok rozpierdolonej stolicy, i że papież, i że Wiedeń, i że Grunwald, i że polska kiełbasa, cebula, ogórki konserwowe i jabłka.

Teraz usiądźcie grzecznie i posłuchajcie eklezjasty. Powiem wam, chujaszki, rzezimieszki i inne takie sentymentalne mąteweresty głupoty i metetszandomy politycznego wariactwa, jastrzębie i hardlinery, wystawiający po raz enty biologiczną, kulturową, duchową tkankę tego narodu na zagładę. Wy, kierownicy, rządzący, politycy, w razie zagrożenia jak zwykle spierdolicie do mentalnego londynówka, już ja wiem, że świetnie znajdziecie drogę na Zaleszczyki, skąd będziecie marionetkowym rządem zarządzać po raz kolejny nie istniejącym już państwem, będziecie rządem państwa, które nie ma terytorium, a ludzie, których zostawiliście na pastwę losu, będą sprowadzeni do roli niewolników. Nie. W sumie teraz będzie jeszcze gorzej. Powiem wam jak będzie. Jeśli wybuchnie konflikt na światową skalę, dojdzie do impaktowych wymian ciosów nuklearnych. Mocarstwa atomowe są na tyle inteligentne, że nie będą zadawać sobie uderzeń bezpośrednich. Rosjanie i Amerykanie oszczędzą sobie widoku cip pod okami na własnych twarzach. Znajdą peryferyjny ring. Jeszcze nie wiecie gdzie? To ja wam mówię – tą areną będzie Polska. Kilkaset megaton rozbłyśnie fajerwerkami, olbrzymie grzyby zabłyszczą w światowych mediach, trup Polski będzie świecił przez kilkaset lat, promieniotwórczo, tak ładnie, po hamerykańsku, całą tablicą Mendelejewa. Biedni, rwący się do lasów teraz parapartyzanci nie będą mieli sposobności wykorzystać swoich fuzji. Dlaczego? Bo będą zdychać, jeśli tylko uda im się przeżyć pierwsze wybuchy, przez parę dni, w najlepszym wypadku przez parę tygodni. Będą rzygać pierwiastkami ciężkimi, ich żonom i dzieciom będzie schodzić skóra żywcem, piorunujące białaczki będą wychodzić z ich ciał razem z włosami, garściami. Matki, ojcowie, będą padać jak muchy na skutek poparzeń i choroby popromiennej. Partyzanci, kurwa… Taka jest prawda. Po paru dniach, być może już nazajutrz, the day after, kiedy opadnie pierwszy kurz nad nieistniejącymi – Warszawą, Krakowem, Śląskiem, Poznaniem, kiedy rozwieją się grzyby, wielcy tego świata zaproszą się do stołu pokojowego, mocarstwa się dogadają, świat uzna, że wojna nie jest rozwiązaniem, że trzeba szukać kompromisów. Świat pokiwa głową ze smutkiem, papież być może nawet pomodli się nad trupem Polski.

Oto jak wygląda perspektywa, durnie.

Jutro Zaduszki.

KatoN

1012144_852824094729435_6636070342054315979_n

kacio59393

Reklamy