Ktoś powie, że inteligencja. Ale przecież zwierzęta bywają inteligentne! Delfiny, szczury, psy. Zwierzęta potrafią się porozumiewać między sobą, podobnie jak ludzie, mają swój język, ba! niektóre z nich są znakomitymi architektami – termity budują olbrzymie wieżowce z systemem klimatyzacji i uprawami! Ptaki, ryby są świetnymi nawigatorami – przemierzają tysiące kilometrów bez pomocy GPS. Okazują sobie uczucia, cierpią po stracie najbliższych, żyją w społecznościach zhierarchizowanych, nierzadko w systemach zbliżonych do ludzkich – pszczołami rządzi królowa, której poddanymi są prole.

Jest jedna zasadnicza różnica. Kultury ludzkie (bo nie ma przecież – jak chcieliby postępowcy – jednej „ludzkości) wytworzyły znane tylko sobie tabu, system zakazów, które potrzebne były do przetrwania. Tak zrodziło się pojęcie „wstydu” znane tylko człowiekowi. Ów „wstyd” manifestuje się u ludów i zmienia z różnym natężeniem na przestrzeni dziejów, ale jest. Znamienne, że o ludziach „pozbawionych wstydu” często mówimy, że zachowują się „jak zwierzęta”. Otóż to. Tym co różni człowieka od zwierząt jest poczucie wstydu, którego te ostatnie nie znają – załatwiają czynności fizjologiczne gdzie popadnie, spółkują, kiedy poczują wolę Bożą i upomni się o to natura. Człowiek potrafił te zachowania u siebie okiełznać, roztropnie zaczął panować nad instynktami i popędami. Piszę o zwierzętach żyjących dziko a nie o psach, kotach, które można „wytresować” tak, aby nie nasrały nam na dywan.

To tytułem wstępu, bo wpis dotyczy pań, które poczuły się zgorszone faktem, że podczas wycieczki do ZOO były świadkami, jak to na oczach dzieci rozwiązła para osłów pokrywała się nawzajem w biały dzień na widoku. Koszmar!

Sporą część dzieciństwa spędziłem na wsi wychowywany przez dziadków. Społeczności wiejskie mają to do siebie, że są w swej istocie konserwatywne, tradycjonalistyczne i pobożne, przy czym bez wątpienia żyją w zgodzie z tym, co nazywamy przyrodą czy naturą.

lwyW tym normalnym świecie, w którym się wychowywałem – na wsi u dziadków, nikogo nie dziwił widok skaczącego po kurze koguta, spółkujących psów z ciekającymi jak oszalałe sukami, bardzo wcześnie widziałem byka na krowie i konia na klaczy, żabę pływającą z inną żabą na plecach w stawku, muchy latające jedna z drugą na sobie. I nikomu nie przychodziło do głowy, żeby zasłaniać mi, dziecku wtedy, oczu. Oczywiście nikt nie „zmuszał” mnie do oglądania tych naturalnych zwierzęcych zachowań, nie epatował, niezdrowo nimi nie pobudzał umysłowości dziecka, ale i nie wzbraniał przed podpatrywaniem świata.

 Miasto rodzi świętoszkowatość i popieprzony brawaryzm. To samo miasto, po którego asfalcie stąpa tysiące kurew i alfonsów, oburza się widokiem spółkującej pary osiołków zamkniętych w niewoli, w zwierzęcym obozie koncentracyjnym, które robią „to”, aby przedłużyć gatunek – nie dla pieniędzy ani przyjemności przecież. Tylko w chorej kobiecej wyobraźni może zrodzić się pomysł, aby izolować samce od samic w ZOO. Oburzone matki dzieci, które widziały osiołka na oślicy, zgłosiły się do radnej PiS, a ta z kolei „interweniowała”. To kolejny przykład na moją tezę lansowaną od dawna, dlaczego dzieci nie powinny być wychowywane przez matki a nadmierny udział kobiet w polityce lokalnej jest zły i szkodliwy. Oczywiście po przeciwnej stronie szurniętych kobiet są wojujące feministki, które pragną seksualizować dzieci na siłę już od przedszkola. To jedynie dowodzi, że skrajności należy eliminować z życia społecznego. Dla dobra przyszłych pokoleń.

Poczucie wstydu jest bardzo ludzkie i potrzebne w życiu, wstydźmy się swoich nieprzyzwoitych zachowań, ludzkich zachowań, ale nie żądajmy od zwierząt wstydliwości, bo to komiczne i absurdalne.

KatoN

kn

kacio59393

Reklamy