Zacznę od tego, że w krajach uchodzących za ostoję katolicyzmu – Włochy, Hiszpania – codzienne życie bez spożywania alkoholu byłoby co najmniej okaleczone. Trudno wyobrazić sobie włoską kuchnię bez wina. Tylko w heretyckich purytańskich głowach mógł się zrodzić pomysł na instytucję prohibicji.

Na witrynie internetowej Frondy katojudeo-celebryty redaktora Terlikowskiego – mojego ulubionego komediowego czytadła, które śmieszy mnie bardziej niż Szpilki, Karuzela i Krokodyl razem wzięte z czasów totalitaryzmu – mamy do czynienia z rodzajem dysonansu poznawczego. Bo oto z jednej strony pannica Sokołowska – siedemnastoletnia oblubienica mediów pisowskich, która zasłynęła tym, że odważnie wygarnęła premierowi Tuskowi całą prawdę i tylko prawdę – zionie obrzydzeniem do alkoholu i jak sugerują redaktory frondowi, być może stanie się twarzą kampanii antyalkoholowej, a z drugiej strony te same redaktory judeochrześcijańskie bardzo ciepło wypowiadają się o piwowarze, który nie lubi homosiów, i narzekają, że lewaki wylewają w ramach protestu produkowane przez niego piwo do ścieków.

Licealistka wyznaje szczerze, jak bardzo boli ją serduszko i że nie znosi widoku alkoholu. Wyobrażam sobie jakie katusze  musi panienka przechodzić wysłuchując Mszy świętej, kiedy ministrant podaje kapłanowi przed konsekracją wino w ampułce… A pierwszy Cud w Kanie Galilejskiej wyrzuca z pamięci, żeby nie być jeszcze bardziej smutną. Dobrze, że nie było jej przy Ostatniej Wieczerzy, bo w szale smutku mogłaby Chrystusa oskarżyć o rozpijanie pobożnych apostołów!

Żeby być dobrze zrozumianym. Wszędzie należy zachować umiar. Z alkoholem również, a może przede wszystkim. Póki co widzę jednak, że panienka Marysia Sokołowska nader oszczędnie gospodaruje umiarem i  najlepiej znosi kojący widok kamery telewizyjnej.

KatoN

kn

kacio59393

Reklamy