Od widoku precyzyjnie przyciętej trawy spalinową kosiarką w ogródku drobnomieszczańskiego domu na przedmieściach, bardziej żałosny jest już tylko chyba orzeł w godle państwa. Ptak, który jest pod ochroną ma być symbolem siły i potęgi?.. Ptak, którego trzeba chronić, omalże nie wysiadywać mu jajek, bo taka z niego fajtłapa w sumie, ma być przykładem odwagi i waleczności, splendoru i powagi? Ptak, który pozwolił sobie odebrać panowanie w przestworzach i na ziemi nie zasługuje współcześnie na najwyższe wyróżnienie.

W godle Polski zamiast żałosnej ptaszyny na wymarciu powinna być Krowa.

Najbardziej ranią mój zmysł estetyczny próby projektów rustykalnych, które na siłę, a więc przede wszystkim sztucznie, starają się przenieść ruralne klimaty, w całkowicie obcą rzeczywistość, czy to pod względem architektonicznym, mentalnym, topograficznym i jakimkolwiek innym. No bo jak może być inaczej skoro widzę ścianę udrapowaną w quasi wiejskie bielenia, przy której stoją sprzęty ani razu niewykorzystane do celów, dla których je stworzono, marnieją z tęsknoty za życiem wiejskim, umierają jako atrapy i dekoracje. Co to za kuchnia mająca przypominać wieś swoimi gadżetami, skoro przez kuchenne okno nie wpada subtelny zapach gnoju? Wysmakowane i wypieszczone wnętrza, w których roznosi się woń sterylności – nie mylić z czystością, imitujące wieś są czymś żałosnym i odrażającym. Tego rodzaju barbarzyńskie pomysły i brutalizmy architektoniczne powinny być z mocy prawa zakazane.

krowa2Odkąd sięgam pamięcią, zwierzęciem, które najmocniej w nią zapadło jest Krowa. Niedoceniana dzisiaj, zapomniana, wyśmiewana. A to właśnie Krowa – nie żaden pies, nie żaden kot, nie żadna świnia, nie żadna kura, dawała człowiekowi najwięcej. Począwszy od mleka przez mięso, skórę aż do siły pociągowej włącznie. Krowa nie latała po niebie i nie atakowała łupieżco niewinnych ofiar. Krowa ofiarnie żuła trawę na pastwiskach, nie będąc wybredną, spolegliwie ustawiała się do udoju, nadstawiała wymiona, z których tryskały rzeczywiste ambrozja i nektar, a nie wydumane poetyckie pierdololo; wszyscy jesteśmy ulepieni z mleka, najpierw matczynego, a w naszej szerokości i długości geograficznej przede wszystkim z krowiego. Jeśli nie doiliście krowy, nie mieliście krowiego cycka w dłoni, to nie wiecie o życiu nic tak naprawdę. Ktoś kto podczas mroźnej zimowej nocy nie wszedł do obory nie wie czym jest ciepło. Przytulając policzek do ciepłego brzucha i ciągnąc delikatny cycek uczestniczysz w tajemnym ceremoniale, obrządku, jesteś na początku drogi, która wiedzie przez gliniane dzbany w spiżarce, w których dojrzewa śmietana i zsiadłe mleko, a potem wijąc się pośród maślnic (w których tyle seksownego powabu i fallicznych odniesień) czujesz zapach maślanki i ubitego masła, potem przechadzasz się pośród jogurtów, wyciskanych białych serów, serwatki. Krowa żywiła i żywi nabiałem, krowa oddawała swoje życie i nadal to robi, żebyśmy nie byli głodni, wołowina podnieca nasze kubki smakowe, chodzimy w butach, płaszczach, nosimy paski, torebki, kobiety zakładają wytworne cielęce rękawiczki idąc na randkę, później je ściągają. I robią dobrze. Żyjemy w świecie stworzonym w dużej mierze dzięki Krowie, nie zdając sobie z tego sprawy, a nie dzięki parze orłów będącej na wymarciu, która jest w stanie dać człowiekowi co najwyżej kilka piór do ozdoby kapelusza.

Dlatego też jak w sentencji – Krowa powinna być w godle naszego państwa.

KatoN

kn

kacio59393

Reklamy