Mówił, że boi się pisać do mnie listy każdego dnia, bo mi się znudzą, spowszednieją, nie będą odświętne, staną się obowiązkowe jak zacierki na śniadanie w przedszkolu. Protestowałam stanowczo, tarmosiłam mu włosy. Nie potrafiłabym już bez nich żyć. Myślę, że doskonale wiedział, ile dla mnie znaczą, ale droczył się, jakby domagał się ciągle na nowo potwierdzenia, że to co i jak do mnie pisze jest absolutnym mistrzostwem świata. Teraz wiem, że zdawał sobie z tego sprawę, doskonale wiedział, że nikt i nigdy tak do mnie nie pisał i już nie napisze. Lubiłam tę jego niepewną pewność. Lubiłam go zapewniać. O wszystkim. Zatrzymywał mnie nagle na grobli, kazał usiąść i nie ruszać się. Patrzył na mnie w ciszy z palcem przy ustach, a potem dotykał moich włosów i pozwalał otworzyć oczy. Przed chwilą słońce dotykało twojego prawego policzka, jak brzoskwinię, masz nawet taki meszek czy puszek, o tutaj…

t1Byliśmy ze sobą czwarty rok, kiedy niespodziewanie zapytał ile ty masz lat? Oniemiałam. No powiedz. Naprawdę nie wiedział. To znaczy wiedział, znał mnie przecież, znał wszystkie moje tajemnice, sekrety, wspomnienia z dzieciństwa, przygody miłosne, doskonale mnie umiejscowił w czasie i przestrzeni, ale to prawda, nie znał daty moich urodzin, chociaż nie, dzień i miesiąc znał, pamiętał, bo przecież składał mi życzenia, i nieważne, że parę dni za wcześnie czy później – pamiętał. Ale roku nie znał. Uśmiechnęłam się i powiedziałam … … . Spojrzał na mnie i omal nie krzyknął z udawanym oburzeniem aż tyle?! Roześmiałam się wniebogłosy – głuptasie, to mój rok urodzenia. Pogładził mnie po nosie: wiem, wyglądasz dziesięć lat młodziej. Przytulił mnie po swojemu. Ważne, że ty jesteś starszy ode mnie.

Nie wiem jak to robił. Fascynował, rozśmieszał, rozgrzewał ciekawość do białości fajerki na buzującym piecu, podniecał i uspokajał; uwodził mnie każdego dnia na nowo, adorował, potrafił być czuły i delikatny a jednocześnie stanowczy i wymagający.

Czekam na list.

Filiżanka. Koniec lata

KatoN

kn

kacio59393

Reklamy