Kiedy paręnaście lat temu propagowałem w ramach kampanii ogólnopolskiej – w ramach akcji jednego ze środowisk narodowych, hasła „kupuj polskie towary”, „swój do swego, po swoje”, ośrodki opiniotwórcze i większość polactwa (cebulaków zapatrzonych w Zachód jak szpak w pizdę) pukała się w głowę i z wyższością, pogardą, cedziła przez zęby, że jestem przedstawicielem ciemnego grodu. Że teraz to już nie ma państw, że teraz to już nie ma narodów, że teraz wszyscy jesteśmy razem, że nie ma już egoistycznych interesów a w ogóle to niech spierdalam na Białoruś. Pobrzmiewało w powietrzu An die Freude.

A tu masz ci! Ci sami, jak Boga kocham, ci sami, którzy przed laty byli takimi wielkimi, o ja cię pierdolę, kosmopolitami, dzisiaj, w obliczu embarga nałożonego przez Rosję na polskie ulęgałki i psiarki nawołują do żarcia narodowego owocu, żeby tylko carowi zrobić na złość! Ach, ten słomiany zapał!

I jak tu nie wyć z polskiej głupoty? Na złość tym wszystkim wąsatym januszom i wytapirowanym celinom zapatrzonym w okcydent, wpierdalającym po czy kilo jabłek per capita na dobę, otwieram puszkę kawioru astrachańskiego i popijam kieliszkiem Русское Игристое, cebulaki!

KatoN

10561758_540733246054894_5510959200841373523_n

kacio59393

Reklamy