Jego dewizą, znakiem rozpoznawczym, zawołaniem herbowym, hasłem, było tych pięć słów. W okolicznościach intymnych wypowiadał je w trybie rozkazującym ale nie było w jego głosie prostackiej brutalności, była za to pierwotna męska siła nie znająca sprzeciwu; przed tym głosem każda kobieta opuszcza głowę i pokornieje, kolana się uginają, serce przyspiesza, nozdrza lekko rozsuwają. Pięć słów. Leżała na wznak i milcząc obserwowała jak siedzi w głębokim fotelu i pali. Nie patrzył na nią. W palcach lewej dłoni trzymał papierosa, w prawej – otwartą książkę na stronie przeciętej czerwienią wstążkowej zakładki. Książka była stara, w szarej okładce i oświetlona punktową lampką stojącą na stoliku obok fotela. Twarz miał gładką, skórę napiętą, delikatnie oliwkową z dyskretnymi sinymi podcieniami pod jednym i drugim okiem. Pachniał wodą kolońską i kremem po goleniu. Niebieska, rozpięta pod szyją koszula, poluzowany krawat w tonacji szarego bordo, czarne spodnie i pasek z jaśniejącą srebrną klamrą, skórzane czarne buty z cienkimi walcowatymi sznurówkami. Noga założona na nogę. Patrzyła na niego nie przeszkadzając, czekała cierpliwie na pięć słów. Był taki dwubiegunowy, nieprzewidywalny, czuła się przy nim bezpiecznie, ale tym rodzajem bezpieczeństwa, które obce jest ludziom i zwierzętom w stadzie. Bycie z nim sam na sam dawało poczucie bezpieczeństwa ale było podszyte dreszczykiem nienazywalnego, nieprzewidywalnego, niepojętego. W sytuacjach normalnych zachowywał się w sposób stonowany, dowcipnie i cynicznie, lubił drwinę, ironię i sarkazm. Z kobietą sam na sam atmosfera wokół jego ciała tężała, niewidzialna aura tchnęła podnieceniem, zapowiedzią i obietnicą. Lubiła kiedy zwracał się do niej mówiąc „kurwo”. Na dźwięk tego słowa napinała się i wilgotniała, nie miała na to wpływu, nie umiała tego kontrolować, oddech stawał się szybszy i płytszy.

Podciągnęła się zgrabnie wyżej łóżka i rozrzuciła włosy na poduszkę, spódnica podwinęła się, mimowolnie odsłaniając udo. Poczuła wzrok na sobie. Wyciągnęła rękę w jego kierunku, uśmiechnęła się i przebrała kilkakrotnie i niecierpliwie palcami powietrze przywabiając go do siebie. Skuliła się w ramionach przez co piersi pod bluzką wezbrały. Chodź do mnie – szepnęła kocio. Zaciągnął się chciwie i długo, strzepnął popiół w szklaną popielniczkę cały czas ją obserwując. Uniosła lewą nogę i dłońmi przejechała po gładkiej, kryjącej, sięgającej tuż za kolano pończosze. Zrobiła to tak profesjonalnie, że – była o tym święcie przekonana – musiał dostrzec pulchne wargi cipki między udami. Jeśli nawet tak było, to nie dał po sobie poznać, że przed momentem oglądał tę część jej ciała, którą lubi najbardziej.
Pięć słów. Przekręciła się na lewy bok przyciągając kolano luźnej nogi do siebie. Palił dalej i wrócił do lektury. Wiedziała, że to kilka chwil i zaczną; tylko tyle czasu ile starcza na wypalenie do końca rozpoczętego papierosa. Patrzyła na niego z przyjemnością porównując obraz widziany oczami z tysiącami obrazów wykreowanych przez jej wyobraźnię podczas rozłąki. Zaczesz gładko włosy. Przeszedł ją dreszcz. Zaczesz gładko włosy – usłyszała po raz drugi. Dobrze kochanie – odpowiedziała. Dobrze, proszę pana – poprawił ją. Dobrze, proszę pana – powtórzyła jak wytresowane echo. Wstała, obciągnęła spódnicę, i skierowała się do łazienki. Nie. Chcę widzieć. Zatrzymała się, sięgnęła po grzebień w torebce, przysiadła na brzeżku łóżka i zaczęła układać włosy według życzenia. Wiedziała, że z chwilą kiedy tylko skończy czesanie i spinanie kucyka z tyłu głowy gumką i kiedy papieros zostanie zduszony w popielniczce usłyszy pięć słów. Co czytałeś kocha… Co pan czytał? Uśmiechnęła się do niego manipulując grzebieniem wśród włosów. Zarządzając milczenie przyłożył wskazujący palec prawej dłoni do ust, zamknął książkę, zgasił papierosa. W ostatniej chwili zdążyła z gumką na czas. Położyła ręce na podołku i czekała na pięć słów. Spojrzała na jego krocze, na okolice rozporka, kiedy sięgał po telefon. Była ładną kobietą. Była ładną i dojrzałą kobietą, która lubi mężczyzn. Lubi również seks z interesującymi mężczyznami. Z interesującymi, niebanalnymi i oryginalnymi. Nie była jeszcze stara ale nie była już młoda. W ciągu całego życia trafiała na różnych. Jednym odmawiała, inni kwalifikowali się na test, egzamin zdało niewielu. On był inny. Przymrużyła oczy. Wszyscy swego czasu byli tak samo inni – pomyślała – lepsi, seksowniejsi, mądrzejsi, kochający. A potem przechodziło.

Wybrał numer i czekał cierpliwie wsłuchując się w sygnał aparatu.

tumblr_mn9eztavHr1s9dy2ao1_500Poznała go i cierpliwie czekała. To było aktywne czekanie, starała się zwrócić na siebie uwagę. To prawda – starała się zwrócić jego uwagę na siebie, ale nie była nachalna czy wyzywająca. Miała dużą wiedzę ogólną, oczytana w literaturze rodzimej i światowej, kinomanka gustująca w dobrych produkcjach znanych szkół, inteligentna i cierpliwa. W pewnym momencie doszło do kolizji. Szczęśliwej kolizji. Jej i jego kursy przecięły się. Znaleźli wspólne tematy, które dyskutowali w sposób nietuzinkowy i frapujący. Pojawiła się namiętność i pierwsze próby jej rozładowania i konsumpcji. Polubili się a z czasem pokochali. Zbliżały ich wydarzenia radosne, codzienne ale i dramatyczne. Wypracowali własny język, zrozumiały tylko dla dwojga. Rozpalał w niej nowe ogniska, odkrywali wspólnie nowe żagwie i gotowe stosy, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieli. Naprawdę był inny. Naprawdę przy nim była inna. Rozumieli się i szanowali, ufali; zmagali się także z ukłuciami zazdrości, owego zielonookiego potwora: on był zazdrosny o byłych kochanków, ona zazdrosna o jego potencjalne przyszłe kochanice.

Patrzyła na niego czekając na magiczne pięć słów; miała pełną, jasną twarz, szaro-niebiesko-zielone oczy, blond włosy i krągłe kształty – takie kobiety wzbudzają zainteresowanie, są obiektem westchnień. Zdawała sobie z tego sprawę, była świadoma swojej atrakcyjności. On zaś był magnesem, wzbudzał kontrowersje, rozpalał emocje. Kobiety lubiły go a nawet kochały się w nim mniej lub bardziej skrycie albo nienawidziły. Byli dyskretni i wyrozumiali; nigdy się nie kłócili. Patrzyła na niego siedząc. Czekała na pięć słów. Odpięte u góry trzy ostatnie guziki koszulowej bluzki odsłaniały biel piersi i brzeżek brodawki – jasnobrązowa odbijająca blask aureolka. Jej cipa była chronicznie mokra w jego towarzystwie; jego kutas w ciągłym pogotowiu gdy tylko była w pobliżu. Wiedzieli oboje czym jest rokosz i potrafili sobie ją dawać, dzielili się nią bez ustanku ciągle odkrywając jej nowe pokłady w sobie.

Odłożył słuchawkę, podszedł do niej. Czekała na pięć słów. Nadaremno. W zamian rzekł – pojedziemy. Gdzie? – zapytała. Do biblioteki. I za chwilę dodał: a ściślej do czytelni. Nic z tego nie zrozumiała, ale ufała mu. Nie rozczesuj przypadkiem włosów! – usłyszała jeszcze z łazienki.

W bibliotece nie było tłoczno. Tylko w części dziecięcej trochę głośniej. Czytelnia świeciła o tej porze pustkami. Wpisali się do książki i usiedli przy stoliku pod oknem. Nie wiedziała dlaczego tu są. On jak gdyby nigdy nic zaczął przeglądać tygodniki. Zrobiła to samo. Nie przeczytała do końca pierwszego akapitu z artykułu o polityce wschodniej kiedy poczuła dłoń na swoim udzie. Zatrzepotała rzęsami. Tutaj? – zapytała. Pokręcił głową wstając i dając znak, żeby szła za nim. Stanęli między regałami w dziale z pozycjami historycznymi. Oparł się o ścianę.

I wtedy usłyszała pięć słów, na które czekała od rana.

 KatoN

kacio59393
Reklamy