Jadąc z Krakowa na północ drogą wiodącą do Buska Zdroju, za Kazimierzą Wielką jest urocze miejsce. Zresztą ten lokalny trakt ma własną atmosferę: przypomina klimatem – toutes proportions gardées – amerykańską Route66, oczywiście to moje porównanie, na wewnętrzny, swój użytek. Może dlatego, że wracając kiedyś późną nocą, osamotniony na szosie, gdzieś za Wiślicą dojrzałem w ostrym snopie długich świateł teksańskie kule cierniste, a może mi się tylko zdawało?

Wracając do miejsca – teren robi się w pewnym momencie na niewielkim odcinku pagórkowaty z małymi jarami i wąwozami zapomnianymi – jak się zdaje – przez okolicznych mieszkańców, nieczęsto odwiedzany o czym świadczą charakter i stan ścieżek oraz niegdysiejszych dróżek polnych. Lubię się tam zatrzymywać, dużo tam tarniny na zboczach paryji, jeżyn, zdziczałych jabłonek, śliw, grusz, które stanowią mizerne teraz i mgliste wspomnienie dawnych sadów przy nieistniejących już domostwach.

10509504_1468813493369040_3760082386139003303_nPrzyśniło mi się to miejsce przed chwilą. Chciałem usiąść na pagórku w bujnej trawie i patrzeć na zachodzące słońce z nogami opuszczonymi na piaszczystą skarpę, całować ramiona i wdychać woń nagrzanego kobiecego ciała, sięgać po dorodne piersi, bawić się nimi, wyczuwać palcami twardniejące podniecenie na sutkach, patrzeć w oczy, obejmować w pasie i pieścić na odludziu pachnącym zapomnieniem, penetrować rozłożone hojnie obfitości łona. Nie mogę zasnąć.

Są miejsca, są ludzie, zdarzenia, do których wracamy z przyjemnością, tęsknimy za nimi, pielęgnujemy je i przechowujemy. Obok nich istnieją też ludzie i inne światy, których nie chcemy już znać, zapominamy o nich powoli ale nieubłaganie, czasami z ulgą, że nie musimy przebywać już w ich towarzystwie a oni przestali nas nawiedzać.

Na szczęście moje miejsce na trasie biegnącej z Krakowa w kierunku Gór Świętokrzyskich przynależy do tych pierwszych i miło w nim pobyć. Nawet jeśli tylko we snach.

KatoN

kacio59393

Reklamy