Poobiednia sjesta. Promienie słońca szeleszczą w liściach drzew bulwaru, rozwarte na oścież drzwi balkonowe odsłaniają imponującą perspektywę: morze skrzy miliardem srebrnych drgań, łamanych przez spokojną i rytmiczną falę. Zasnęłaś po obiedzie, głowa miękko spoczywa na bieli poduszki, kolorowa tunika przylega do krągłości, palce bieleją na kartkach napoczętego tygodnika.

Siedzę za misternym parawanem, który osłania mnie przed słońcem i patrzę na ciebie, rozkosznie rozłożoną, pogrążoną we śnie. Wieczorem pójdziemy na spacer, ale póki co bezwiednie leżysz na kanapie, wdzięcznie wypinając swoje przymioty.

389451_10151366459712489_1867487499_nTrzymając mnie za rękę zapytasz – stojąc na kamiennej posadzce sędziwej restauracji – czy lubię ten kolor przy zachodzie słońca: miękki, głęboki i plastelinowy, kiedy woda nabiera przymglonej barwy wszelkich odcieni fioletu i karmazynów przechodząc łagodnie w tonie dojrzewającego wrzosu. Lilaróż z każdą minutą nabierać będzie szarości – cudownego koloru twoich oczu. Bielisz się w jasnej sukience na tle zachodzącego słońca, widzę na przedramieniu małe złotawe włoski, srebrny zegarek na przegubie dłoni i blady ślad po obrączce na palcu. Kochasz mnie za to, że dostrzegam szczegóły, mówiłaś mi, kiedy autokar wspinał się po zboczu porośniętym winem. Zaśmiałaś się i powiedziałaś „głuptas” zanim skończyłem zdanie o tym, że winnice powinny dojrzewać już w gotowych butelkach.

Masz takie oczy niebieskie o wschodzie i pachniesz pomarańczami i mandarynkami, cynamonem i świeżym mlekiem. Macierzanką, maciejką, odurzającą wonią kwitnących lip i słodkawymi akacjami. W sierpniu poczuję od ciebie woń opadłej gruszki w soczystą trawę, nad którą krążyć będą dwie pszczoły i osamotniony, ociężały trzmiel. Przyjdą dożynki.

A potem przyjdzie jesień. I będziemy wspominać podróż aż do późnej zimy, która nas rozłączy.

KatoN

kacio59393

Reklamy